Stres otrzymaliśmy w spadku po naszych przodkach. Dawno, dawno temu, gdy nie było jeszcze kart kredytowych, hipermarketów i innych osiągnięć cywilizacynych, gdy głowa rodziny chciała zdobyć coś do jedzenia dla swojej rodziny, brała dzidę, łuk i strzały i wybierała się na polowanie.
I to, co my teraz nazywamy stresem, wówczas było odpowiedzią organizmu na zagrożenie, to wtedy wykształciła ta reakcja, która miała przygotować organizm do walki bądź ucieczki.
W obliczu sytuacji niebezpiecznej do krwiobiegu wydzielana jest adrenalina, która dociera do każdego zakamarka ludzkiego ciała. Do krwi zostają też uwolnione składniki odżywcze, głównie glukoza. Zwiększa się ilość skurczów serca, rośnie ciśnienie tętnicze,krew lepiej zaopatruje mięśnie i mózg, a szybszy oddech sprawia, że do komórek dociera więcej tlenu.
Lepiej odżywiony i dotleniony mózg pracuje szybciej, szybciej też odbiera bodźce i dokładniej je analizuje, szybciej podejmujemy decyzje (podczas walki z zagrożeniem czy ucieczki przed nim), poprawia nam się refleks.
Krew nasycona składnikami odżywczymi dociera do mięśni, tam gdzie najbardziej nam jej teraz potrzeba przed intensywnym wysiłkiem fizycznym.
Organizm ogranicza dopływ krwi do skóry (dlatego bledniemy), bo chce uniknąć niepotrzebnej straty krwi przy ewentualnym zranieniu. Krew robi się gęstsza (także aby zmniejszyć jej straty przy zranieniu).
Zwiększa się próg odczuwania bólu – jesteśmy mniej wrażliwi na ból.
Rozszerzają się źrenice – lepiej widzimy w złym oświetleniu, widzimy więcej szczegółów.
Skład śliny zmienia się, jest bardziej bakteriobójcza (by „zalizać rany” po wszystkim) i równocześnie toksyczna dla przeciwnika.
Robi się nam niedobrze, odczuwamy mdłości, czasem wymiotujemy, boli nas brzuch, mamy biegunkę. Organizm wie, że ewentualne zranienia w brzuch są mniej niebezpieczne gdy przewód pokarmowy jest pusty.
Dziś, gdy zamiast po dzidę sięgamy po kartę kredytową, nasz organizm na zagrożenie reaguje tak samo, jak przed dziesiątkami tysięcy lat.
Dzisiejsze zagrożenia i czynniki stresotwórcze to rozmowa z szefem, zawalidroga przed nami, nowa dziura w asfalcie, złe zachowanie dziecka, ... oj długo jeszcze można by wymieniać.
Jednak stres nie znajduje dziś dla siebie „ujścia”, nie następuje rozładowanie. Zgromadzony arsenał do walki nie zostaje wykorzystany i robi nam szkody: wrzody żołądka, bezsenność, migreny, nadpobudliwość, kłopoty trawienne, nerwica, depresja... o, tu też długo można wymieniać.
Co z tym zrobić? Organizm przygotował się do wysiłku fizycznego, więc trzeba mu go zapewnić. Każdy z nas przeżył na własnej skórze taki nagły przypływ energii, gdy byliśmy zdenerwowani. Mamy ochotę krzyczeć, porozbijać talerze, czymś rzucić...Niektórzy biorą się za trzepanie dywanów, inni przemeblowują mieszkanie...Organizm „dopomina się” wysiłku. Dosłownie: trzeba spalić stres podczas wysiłku fizycznego.
Tak na marginesie, dla zdrowego człowieka idealna dawka wysiłku fizycznego to 3x30x130:
3 razy w tygodniu, po 30 minut i z takim obciążeniem, by tętno pod koniec ćwiczeń wynosiło 130 uderzeń na minutę.
Wtedy te składniki przygotowane do walki bądź ucieczki zamiast niszczyć nas zostają zużyte na ćwiczenia fizyczne.
Dodatkowo podczas intensywnego wysiłku fizycznego zostaje uwolniona endorfina – jest to hormon szczęścia, dlatego po wysiłku jesteśmy zmęczeni, wykończeni ale szczęśliwi.
Znalazłem coś ciekawego, teraz będzie cytat:
Dwóch amerykańskich psychiatrów na podstawie prowadzonych przez siebie badań skonstruowało listę najczęstszych i najważniejszych wydarzeń życiowych powodujących stres. Na szczycie tej listy umieścili śmierć współmałżonka jako wydarzenie najbardziej traumatyczne przypisując mu największą, stu punktową wartość stresu. Brak stresu mógłby być w tej skali oznaczony wartością zerową. Trudno jednak wyobrazić sobie takie zdarzenie, które nie spowoduje nawet najmniejszego stresu – wszak może się on zdarzyć nawet w trakcie snu.
Badania te zostały w późniejszym okresie skrytykowane. Warto jednak pamiętać, że ich autorzy zauważyli istotną zależność pomiędzy siłą stresu a zdrowiem. Wyliczyli oni mianowicie, że przeżycie wydarzeń o łącznej sumie od 155 do 199 punktów stwarza 37% ryzyka na zapadnięcie na poważną chorobę w ciągu dwóch następnych lat. Jeśli suma ta wynosi od 200 do 299 punktów, ryzyko wzrasta do 51%, zaś powyżej 300 punktów do 79%
Oto lista Holmesa i Rahe’a:
1. Śmierć współmałżonka 100
2. Rozwód 73
3. Separacja małżeńska 65
4. Pobyt w więzieniu63
5. Śmierć bliskiego członka rodziny 63
6. Zranienie ciała lub choroba 53
7. Zawarcie małżeństwa 50
8. Zwolnienie z pracy 47
9. Pogodzenie się ze skłóconym małżonkiem 45
10. Przejście na rentę lub emeryturę45
11. Choroba w rodzinie 44
12. Ciąża 40
13. Kłopoty w pożyciu seksualnym 39
14. Powiększenie rodziny 39
15. Rozpoczynanie nowej pracy zawodowej 39
16. Zmiany w dochodach finansowych 38
17. Śmierć bliskiego przyjaciela 37
18. Zmiana zawodu 36
19. Wzrost konfliktów małżeńskich 35
20. Hipoteka ponad 10.000 dolarów 31
21. Wiadomość o konieczności zwrotu większego długu lub pożyczki 30
22. Zmiana stopnia odpowiedzialności w życiu zawodowym 29
23. Opuszczenie przez dzieci domu rodzinnego 29
24. Kłótnie i starcia z krewnymi współmałżonka 29
25. Wzmożenie wysiłku dla wykonania jakiegoś zadania 28
26. Początek lub zakończenie pracy zawodowej współmałżonka 26
27. Rozpoczęcie lub zakończenie nauki szkolnej 26
28. Zmiany standardu, poziomu życia 25
29. Zmiany osobistych nawyków i przyzwyczajeń 24
30. Starcia z szefem 23
31. Zmiany warunków pracy lub najbliższego otoczenia 20
32. Zmiana mieszkania 20
33. Zmiana szkoły 20
34. Zmiana w spędzaniu wolnego czasu 19
35. Zmiany w praktykach religijnych 19
36. Zmiany w nawykach życia towarzyskiego 18
37. Hipoteka lub zaciąganie długu poniżej 10.000 dolarów17
38. Zmiana nawyków snu 16
39. Zmiana częstości spotkań rodzinnych 15
40. Zmiana nawyków żywieniowych 15
41. Urlop 13
42. Święta Bożego Narodzenia 12
43. Małe naruszenie przepisów prawnych 11
Warto zwrócić uwagę, że nie wszystkie czynniki stresotwórcze są złe. Wielka radość, jak np. urlop, zawarcie małżeństwa czy powiększenie rodziny, to też stres.
Jeszcze jedna uwaga: czasami sami dodajemy sobie stresu. Nie martwmy się więc, za co poślemy dziecko na studia, jeśli ono na razie potrzebuje pieluch i gdzie mu tam do studiów...