A A A

Domowe przedszkole z nianią

data dodania: 10.06.2011

Informacje
Autor: Agnieszka Zimmermann
Data dodania: 10.06.2011

Tagi: niania, opieka w domu, opieka nad dzieckiem

Dobra niania to skarb. Pani Ania jest tego doskonałym przykładem - kocha dzieci, a swoje serce daje im codziennie, opiekując się gromadką urwisów.

Zobacz galerię

Dyskusje w grupach:
ostatnie wpisy w grupach

zobacz inne grupy...

Pamięta pani, kiedy po praz pierwszy zaopiekowała się pani dzieckiem?

Jeszcze w dzieciństwie. Miałam niespełna 10 lat, kiedy mojej ulubionej sąsiadce urodził się pierwszy syn. Byłam nim tak zafascynowana, że chciałam spędzać z maluszkiem jak najwięcej czasu. Prawie codziennie bawiłam się z Kamilkiem, zabierałam go na spacery. Tam też nauczyłam się przewijać niemowlę.

Tak odkryła pani w sobie powołanie?

Wtedy właśnie. Na jego rozwinięcie miałam szansę, gdyż oprócz sąsiadki w wielopokoleniowym dużym domu mieszkało również rodzeństwo jej męża z pięciorgiem dziećmi. Rok po urodzeniu się Kamila urodził się mój młodszy brat, potem kolejny syn sąsiadki. Wyniańczyłam prawie wszystkich!

I to był wstęp do dorosłej pracy?

Po takiej nieregularnej opiece, za którą otrzymywałam drobne podarunki, przyszedł czas na prawdziwą pracę. Gdy z domu rodzinnego przeprowadziłam się do małego miasteczka, trudno było znaleźć pracę na stałe. Wtedy poznałam Radka (7 lat) i Kubusia (2,5 roku), którymi opiekowałam się przez rok. Potem sama zostałam mamą ślicznej córeczki, a 2 lata później parki chłopców - łobuziaków.

Od tej pory powiedziała sobie pani: koniec z niańczeniem obcych?

Czułam się cudownie w roli matki (i nadal czuję), byłam tak zakochana w swoich dzieciach i zafascynowana bliźniętami, że miałam nieodpartą chęć spowić co najmniej kolejną parkę. Marzyłam o czworaczkach! Nie mogłam napatrzeć się na inne dzieci, więc kiedy chłopcy mieli 20 miesięcy (córka prawie 4 lata), a kuzynka pilnie potrzebowała opieki nad swoim 1,5 rocznym synkiem, zgodziłam się opiekować nim.

Czworo do opieki? To już sporo!

Ale jaka zabawa! Wtedy zrodziła się myśl o odpłatnej opiece nad innymi dziećmi u mnie w domu. Sama do pracy pójść nie mogłam, ponieważ nie miałam z kim zostawić własnych dzieci. Moja mama jeszcze pracowała, a teściowej trudno było zapanować nad moimi pociechami. Gdybym wynajęła nianię, poszłaby na nią cała pensja. Dlatego dzieci zaczęły przychodzić do mnie.

Ma pani lekarstwo na wychowanie dzieci?

Staram się być dla nich nie tylko rodzicem, ale i przyjacielem. Bardzo dużo z nimi rozmawiam, nie boję się poruszać tematów tabu, staram się, aby nie dzieliły nas tematy wstydliwe. Chciałabym, aby dzieci mogły na mnie polegać w każdej sytuacji, aby nie bały się powierzać mi swoich sekretów i umiały rozmawiać ze mną o wszystkim. Nic innego do tej pory nie sprawiało mi takiej satysfakcji jak kontakt z dzieckiem, opieka, bycie mamą.

Jak różni się pani nastawienie względem dzieci, którymi się pani opiekuje?

Swoich podopiecznych traktuję podobnie jak moje dzieci. Kiedy jest to dopiero początek opieki nad danym malcem, wiadomo, że maluchy są często nieco rozbite. Jest to nowa sytuacja, w której nie każde dziecko od razu potrafi się odnaleźć. Muszę mu wówczas okazać bardzo dużo ciepła i wyrozumiałości dla jego uczuć. Jednocześnie delikatnie uczulać i pokazywać, że są również inne dzieci, które maja swoje zwyczaje i potrzeby. Swoich podopiecznych uczę samodzielności (są to najczęściej dzieci w wieku żłobkowym), współpracy z innymi, rozwiązywania konfliktów. Ale też np. pokazuję, jak radzić sobie z trudnościami na placach zabaw. Często dzieci wykazują dużą inicjatywę – chcą pomóc młodszym, mniej sprawnym.

Jak pani dzieci reagują na wychowanków?

Moje dzieci od najmłodszych lat miały częsty kontakt z innymi dziećmi, więc kiedy te zaczęły przychodzić do nas, różnica polegała tylko na tym, że to ja się nimi opiekowałam, a nie ich rodzice. Ale bywały sytuacje nieskrywanej zazdrości i to głównie o dzieci młodsze od nich. Jeśli dzieci wiedzą i czują, że są dla rodzica/opiekuna ważne, sytuacja bardzo szybko się stabilizuje. Niemniej swoją pozycję musiały przetestować. Generalnie przywiązują się do innych dzieci bardzo i traktują je trochę jak rodzeństwo. Z początku bałam się, jak będą reagować na ich odejście, ale wbrew pozorom znoszą to dzielnie, nie czują się tym skrzywdzone.

Pamięta pani wszystkie swoje dzieciaczki, którymi się pani opiekowała?

Pamiętam wszystkie dzieci, które u nas przebywały, nawet te, z którymi współpraca trwała krótko. Ci już mnie nawet nie rozpoznają. Tylko z jedną rodziną rozstaliśmy się z niesmakiem i to niestety długo będę pamiętać. Poza tym z kilkoma do dziś mamy fajny kontakt, a współpraca trwa już latami.

Rozmawiała Agnieszka Zimmermann

Komentarze użytkowników