Kiedy słownictwo słodkiego brzdąca wzbogaca się o wyzwiska czy wulgaryzmy, rodzice z przerażaniem chwytają się za głowę. Skąd on/ona to zna? Gdzie to usłyszał/a? Pierwsze podejrzenia kierują najczęściej pod adresem przedszkola i nie bez przyczyny.
Skąd je znam?
Grupa rówieśnicza zaczyna odgrywać w życiu waszego dziecka niebagatelną rolę. Dzieci uczą się od siebie nawzajem nie tylko nowych zachowań, ale i nowych wyrazów, również tych brzydkich. To zjawisko tak naturalne, jak wyszarpywanie sobie zabawek. Jeśli wasze dziecko nie jest jeszcze przedszkolakiem, to wcale nie oznacza, że ma mniej okazji do wyłapania „cennych” słówek. Wyjście na plac zabaw, na którym przebywają również starsze dzieci, zakupy w supermarkecie, jazda autobusem czy nawet niepozorny spacer dają mnóstwo okazji do nauki. Dwu- czy trzylatki to świetni obserwatorzy rzeczywistości. Doskonale wychwytują emocje i towarzyszące im słowa. Może nie użyją ich od razu, ale na pewno zapamiętają i wkrótce sprawdzą w praktyce.
To, jakim słownictwem posługuje się wasze dziecko w bardzo dużym stopniu zależy również od was samych. Maluch naśladuje język, jakiego używacie na co dzień w domu, w relacjach między sobą, wobec innych i niego samego. Przede wszystkim zaś w chwilach podszytych gniewem czy złością. Zwróćcie też uwagę na to, czemu dziecko przysłuchuje się, oglądając telewizję. To również bogate źródło wulgaryzmów.
Dlaczego ich używam?
Dziecko słysząc przekleństwo jest nim zwyczajnie zainteresowane. To coś nowego, co w jego odczuciu warto zapamiętać. Początkowo maluch używa brzydkich słów nieświadomie, bez kontekstu, którego jednak szybko się uczy. Od dorosłych uczy się też, że w ten sposób może poradzić sobie ze złymi emocjami, odreagować gniew, smutek czy złość. Pewnie zdarzyło wam się mimowolnie wyrazić swoje zdanie o kierowcy, który zajechał wam drogę lub na temat pralki, która właśnie zalała wam łazienkę. To wystarczy. Jednak brzydkie słowa nie muszą mieć związku ze złymi emocjami. Czasem dzieci używają ich dla zabawy lub by zwrócić na siebie uwagę. Starszaki dostrzegają już natomiast, że klnąc zyskują przewagę i przewodnictwo w grupie.
Jak możecie zareagować?
Najpierw przyjrzyjcie się sobie. Jakich słów używacie w obecności dziecka, rozmawiając przez telefon, jadąc samochodem, odwiedzając znajomych? Jeśli akceptujecie jakieś słowa (np. dupa) to nie dziwcie się, że i dziecko ich używa. Jeśli jednak wulgaryzmy malca są dla was zaskoczeniem, to starajcie się nie zwracać na nie zbytniej uwagi. Swoim chichotaniem czy zdenerwowaniem dajecie dziecku bezpośrednie wzmocnienie. Taka obojętność może pomóc, choć nie zawsze jest skuteczna. Jeśli problem się nasila, warto porozmawiać z dzieckiem, zapytać, czy rozumie, co mówi i jeśli trzeba - wyjaśnić znaczenie słów. Wytłumaczcie, że wulgaryzmy sprawiają innym przykrość, że mogą zranić podobnie, jak rani bicie. Wyraźnie zaznaczcie też, że w domu nie używacie takich wyrazów i że dziecko też nie powinno tego robić. W rozwiązaniu problemu może pomóc podsunięcie dziecku stosownych zamienników, czyli słów, których maluch mógłby używać zamiast przekleństw. Kto wie, czy bardziej do gustu nie przypadnie mu „o kurczaki” czy „motyla noga”. Poza tym wspólne wymyślanie „przyzwoitych” przekleństw to świetna zabawa!