Michalina Łubecka: Spotkał pan kiedyś kobietę karmiącą piersią w miejscu publicznym?
Grzegorz Kaczmarek*: Pewnie! Niejedną!
I jaka była pana reakcja?
Jestem przyzwyczajony do takiego widoku i ani mnie on szokuje, ani specjalnie fascynuje. Przecież to całkiem naturalne zachowanie i tak też powinno się do niego podchodzić! Ale przyznaję, że w naszej purytańskiej kulturze może być to widok kontrowersyjny.
Bo Matka Polka kala swoje święte imię?
Coś w tym jest! Ale warto spojrzeć na to, kogo oburzają karmiące kobiety. Jak podchodzą do tego młode dziewczyny?
Z naszej obserwacji wynika, że to im zdarza się wykrzyknąć: „chowaj cyca!”, „nie masz gdzie paradować?”.
To dlatego, że same tego nie przeżyły. Zupełnie inaczej podchodzą dojrzałe kobiety, które same są matkami. Wiedzą, że żadna z tych kobiet, które karmią w miejscu publicznym, nie robi tego komuś na złość, albo dlatego, że naprawdę tego chce. Ze zrozumieniem patrzą na karmiące kobiety także starsze panie, którym przez lata pierś kojarzyła się głównie z karmieniem, a nie jak teraz wielu młodym osobom - głównie z obiektem pożądania.
Z jednej strony kobiety walczą więc z brakiem wyrozumiałości wynikającej z braku doświadczenia, a z drugiej – z powodu wychowania.
Ale dochodzą też reakcje, z którymi można się spotkać, gdy rzeczywiście trafimy na osobę obnoszącą z aktem karmienia. Wtedy, dokładnie tak, jak przy podkreślaniu choćby swojej orientacji, kalectwa czy nawet urody, reagujemy emocjonalnie. Dlatego tu liczy się takt z jednej i z drugiej strony. Przecież gdyby te panie mogły, myślę, że z chęcią karmiłyby dziecko w intymnej atmosferze, w domowym zaciszu, a nie gdzieś na chodniku czy w zatłoczonym supermarkecie. A wyjścia często nie mają, bo dziecko jeść chce i musi. I nie robią z tego wielkiego szumu.
A do dyspozycji mają najczęściej ławkę, toaletę albo pokój do przewinięcia dziecka.
I żadne z tych miejsc nie jest właściwe. Czy sami chcielibyśmy spożywać posiłek w toalecie, albo w pomieszczeniu, gdzie parę chwil wcześniej przewijano dziecko? To powinno być czyste i przytulne miejscu.
Może rozwiązaniem byłyby specjalne pomieszczenia do karmienia dzieci?
Z tym jest trochę jak z windami dla niepełnosprawnych, które buduje się często tam, gdzie niekoniecznie są potrzebne. Najpierw trzeba zrobić badanie, jakie tak naprawdę jest zapotrzebowanie. Tworzenie miejsc, które nie będą wykorzystane, to działanie nie mające sensu. Ale na pewno takie miejsca są potrzebne tam, gdzie matek jest wiele i gdzie kobiety spędzają sporo czasu z małymi dziećmi. Tymczasem wystarczy uczyć tolerancji, uczyć, że dziecko potrzebuje karmienia - dokładnie tak, jak każdy z nas.
Rozmawiała Michalina Łubecka
*Grzegorz Kaczmarek – socjolog UKW i WSG w Bydgoszczy