A A A

Miałem konkurenta do piersi

data dodania: 29.07.2011

Informacje
Autor: Łukasz
Data dodania: 29.07.2011

Tagi: karmienie piersią, w miejscu publicznym, laktacja, kobieta karmiąca, dziecko, odciąganie mleka, laktator, problem z karmieniem, ojciec

- I w końcu nadszedł ten dzień - Mały Konkurent do cycka pojawił się! Położna położyła go Ani na brzuchu, a ten... wiedział dokładnie, o co chodzi! - wspomina Łukasz, ojciec 1,5-rocznego chłopca.

Zobacz galerię

Dyskusje w grupach:
ostatnie wpisy w grupach

zobacz inne grupy...

Opisanie w kilku zdaniach tego, co dzieje się z facetem, gdy w grę wchodzi karmienie piersią nie jest rzeczą prostą z dwóch powodów: po pierwsze, przeciętny facet - taki jak ja - ma spory problem z definiowaniem swoich uczuć. To tak trochę jak z kolorami - rozróżniamy biały i czarny oraz czerwony- pomarańczowy-zielony (a i to nie zawsze! ważne, żebyśmy wiedzieli, że jak pali się na górze znaczy: nie jechać!). W przypadku uczuć rozróżniamy najczęściej: wesoły, smutny i... głodny;)

Drugim powodem jest to, że naprawdę trudno jest opisać, co się dzieje z człowiekiem, gdy spodziewa się potomka i gdy on się wreszcie narodzi. A gdy do tego partnerka jest zdecydowana na karmienie piersią, to już w ogóle...

Zaczyna się od tego, że ciągną cię na szkołę rodzenia, gdzie po wielu różnych dziwnych zajęciach, rozmowach itd. dają ci sztucznego, pluszowego cycka i każą wkładać do buzi gumowemu bobasowi. Dla mnie dziwactwo, no ale Ania się bardzo przejęła, więc starałem się udzielać: podawać „dziecko”, przystawiać, udawać, że wiem o co chodzi... Ale już wtedy w głowie zaczęło się rodzić poczucie, zbliżającej się dużymi krokami, konkurencji. Jak to?! Mam się dzielić moimi...? no - wiadomo…;)

Z drugiej strony nie da się ukryć, że dla Malucha pokarm mamy jest najlepszy, tym bardziej, że było u nas obciążenie alergią, więc, chciał nie chciał, musiałem znosić coraz to nowe filmiki instruktażowe oglądane przez moją małżonkę na You Tube.

I w końcu nadszedł ten dzień - Mały Konkurent do cycka pojawił się! Położna położyła go Ani na brzuchu, a ten... wiedział dokładnie o co chodzi! Zupełnie, jakby uczestniczył we wszystkich dotychczasowych szkoleniach razem z nami! I wiecie co? Byłem z niego naprawdę dumny! W końcu to moja szkoła;)

Początki były trudne, bo choć Mały jadł jak należy i obchodził się z mamą bardzo poprawnie, to niestety tzw. nawał mleczny dał się Mojej Połówce mocno we znaki. Pomagałem, jak mogłem: masowałem gdzie trzeba, nosiłem Bąbla od łóżeczka do „stołówki” i z powrotem. I zupełnie zapomniałem o zazdrości. Liczyli się tylko oni i ich zdrowie.

Potem było już lepiej. Krótko po ugaszeniu „pożaru nawałowego” Ania wręczyła mi butlę wypełnioną odciągniętym mlekiem i kazała karmić. Do dziś pamiętam tamtą chwilę - strach, że Mały się zakrztusi, że nie będzie chciał jeść, że nie dam rady... ale dałem! I byłem szczęśliwy, że mogę w tak ważnej dla synka czynności uczestniczyć i że mama nie jest jedyną „bufetową” w tym ośrodku. Owszem, bez niej nie dałoby rady, ale z zapasem mrożonego mleka w lodówce nic nie było mi już straszne - Byłem jak Chuck Norris z butelką!

Niestety po ok. dwóch miesiącach pojawiły się pierwsze objawy alergii. Nasz Mr B nie chciał jeść z piersi, bo kojarzył to chyba z nawracającymi bólami brzuszka. Nie zmienił swojego podejścia do piersi nawet, gdy Ania była już na ostrej diecie. Dawał się oszukiwać odciągniętym mlekiem serwowanym z butli, ale Moja Połówka bardzo cierpiała - ciągłe odciąganie, karmienie, dieta, w której mogła jeść tylko kilka produktów, no i - chyba najgorsze dla niej - płacz Bąbla na sam widok piersi. Żal mi jej było strasznie, bo tak bardzo chciała go karmić. Wspierałem i pocieszałem ją, jak mogłem. Sił starczyło do czasu, gdy Mały skończył 4 miesiące.

Warto było się jednak starać, bo w chwili obecnej (minął już ponad rok od tamtego czasu) trudno jest mówić o jakichkolwiek alergiach. Wszelkie objawy ustąpiły wraz z ukończeniem roku i, choć dalej staramy się nie szaleć z wprowadzaniem nowych produktów, Mr B je prawie wszystko.

Czasem tylko wydaje mi się, że tęsknym wzrokiem zerka na piersi, jakby coś jeszcze pamiętał. Ale teraz to już nie dam! Odzyskałem co moje i tak prędko nie oddam, a już na pewno nie jemu!;) A jak kiedyś pojawi się Nowa Konkurencja - no cóż, przynajmniej nie będę już musiał przerabiać tematu gumowego bobasa i pluszowego cycka, bo w kwestii karmienia jestem już niemalże ekspertem;)

Komentarze użytkowników

KaJotEs
KaJotEs , 05.08.2011, 11:52
Bardzo fajna opowieść. Fajnie, że faceci potrafią mówić o karmieniu w taki sposób ;)
0 Odpowiedz
Misz
Anonim, 02.08.2011, 11:27
urocze:)
0 Odpowiedz
Misz
Misz , 02.08.2011, 11:26
cha! dobre!
1 Odpowiedz