A A A

Wspomnienia mamy karmiącej

data dodania: 23.02.2011

Informacje
Autor: Ewa
Data dodania: 23.02.2011

Tagi: karmienie piersią, macierzyństwo, piersi, powikłania w połogu, problemy w połogu

Minęło prawie 6 lat odkąd jestem mamą. Jak wspominam okres karmienia piersią? Mimo wszystko, z nostalgią i uczuciem spełnienia... Kiedy opowiadam innym koleżankom, co przeżyłam przez 10 miesięcy karmienia, albo mi nie wierzą, albo wierzą i nie mogą sobie tego wyobrazić.

Zobacz galerię

Dyskusje w grupach:
ostatnie wpisy w grupach

zobacz inne grupy...

Mamą zostałam w listopadzie 2004 roku. Pereł miał 58 cm i ważył 3850 gramów. Jeszcze będąc w ciąży czytałam co nieco na temat karmienia piersią, ale opierałam swoją wiedzę głównie o poradniki dla mam i jakieś gazetki. Jak ja teraz żałuję, że nie zaglądałam do internetu! Ale, prawda jest taka, że nie wiedziałam, że można dowiedzieć się tyle ciekawych rzeczy na temat ciąży, porodu, i opieki nad maluszkami od innych, dzięki takiemu wynalazkowi jakim jest forum. Ja nawet nie mam pojęcia, czy istniały wtedy fora na portalach czy serwisach medycznych. Dopiero teraz, jak to piszę, czuję jak słabo orientowałam się w „ówczesnej rzeczywistości.”

A! I jeszcze jedno. W głębi duszy myślałam, że nie będę mieć pokarmu, bo moja mama przy biuście w rozmiarze D nie miała! Teraz już wiem, że rozmiar biustu nie ma nic do tego.

Przez dziewięć miesięcy przytyłam niesłychanie dużo – 31 kg:( Opracowałam sobie specjalną dietę dla mam – zdrową i bogatą w witaminy:) Na krótko przed terminem porodu zasmakowałam też w piciu granulowanej herbatki koperkowej firmy Hipp. Na początku piłam jeden kubek herbatki „koprowej”, jak ją nazywałam, dziennie, a po porodzie w trakcie karmienia piersią piłam już 6 – 8. Z jednej strony, przy dużej ilości pokarmu, który „wytwarzałam” miałam straszne pragnienie. Z drugiej strony, herbatka bardzo mi smakowała i tylko na nią miałam ochotę.

Przed porodem nie wczytałam się za bardzo w hasło ”nawał pokarmu”. Tak naprawdę to myślałam, że po porodzie pojawi się po prostu pokarm w większej ilości i ta ilość w końcu się ustabilizuje. Prawda była jednak inna. Następnego dnia po porodzie nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Piersi miałam monstrualnych rozmiarów, a mleko leciało dosłownie strumieniami. Czułam się okropnie zażenowana, kiedy przyszedł mój ojciec, a moja koszula była cała mokra. Nie pomagały wkładki laktacyjne, bo i tak po chwili wszystko było mokre. Trwało to dwa dni, podczas których miałam ochotę cały czas stać pod prysznicem, żeby nikt mnie nie widział. Po tych dniach koszmar nawału się skończył i zaczęła się „normalna” produkcja mleka, która jednak w moim przypadku była delikatnie mówiąc „nienormalna”.

Jedno, co mnie zaczęło wiązać w tamtym okresie z moją mamą, to rozmiar D. Zaznaczam, że przed ciążą miałam B, ładne B. Nie zapomnę, jak poszłam do sklepu i zapytałam się, czy nie mają o rozmiar większego stanika dla matek karmiących, bo ten w rozmiarze D jest chyba ciut za mały. Pani ekspedientka popatrzyła na mnie, jakbym urwała się z choinki – rozmiar E w TRIUMPHie?!

Przypomniałam sobie błogie czasy z Londynu, w którym można było dostać wszystkie ciuchy od spodni po bluzki i garnitury - do rozmiaru 56, a był też sklep z bielizną, w którym staniki były w numeracji od D do H!!! Can you believe in it?! Miałam wtedy rozmiar 40 i nie ukrywam, że obecność rozmiarów większych od mojego działała na mnie pozytywnie. W Polsce, jak ma się 42, to czasem można poczuć się prawdziwym wielkoludem. Rozmiar 36 jest wszechobecny. Najbardziej lubię, jak pytam w sklepie obuwniczym: „Czy ma Pani ten model w rozmiarze 41?” i słyszę odpowiedź, do której dołączony jest przeraźliwie smutny wyraz twarzy, albo maksymalne oszałamiająco głupkowate zdziwienie: „Nie, tak dużych rozmiarów nie mamy.”

Suma sumarum miałam tyle pokarmu, że nikt mi nie wierzył, że dwa miesiące po ciąży oprócz nakarmienia, zaznaczam prawidłowej wagi synka, odciągam laktatorem 2,5 litra mleka!!! Mój ginekolog wysłał mnie na badanie prolaktyny, bo przypuszczał, że produkcja takiej ilości może wiązać się z guzem przysadki. Na szczęście guza nie miałam, a sześcioraczki chyba bym wykarmiła.

Ale wracając do pierwszych tygodni. Kiedy żaliłam się nad swym losem, że nie jestem w stanie wyjść z domu, bo co godzinę, czasem dwie 24h na dobę,muszę walczyć z laktatorem, poradzono mi zaprzestać odciągania pokarmu, bo przecież to wzmaga jego wytwarzanie. Więc zaprzestałam... I wtedy zaczął się kolejny koszmar – w prawej piersi pojawiły się „kamienie”. Teściowa załatwiła położną, która poinstruowała mojego męża, jak, w którą stronę, i z jakim naciskiem masować piersi. „Kamienie” były tak duże, że ...mleko przestało lecieć! Po rozmasowaniu, wszystko wróciło do „normy”. Niestety, prawa pierś bardzo mi dokuczała – produkowała więcej mleka i po prostu bolała. Dyskomfort był tak duży, że zaczęłam karmić Perła tylko prawą. W rezultacie w lewej piersi miałam coraz mniej pokarmu, a prawa była co najmniej dwa razy taka jak lewa. Po pół roku przestałam używać laktatora. Piersi produkowały tyle co trzeba. Ten okres był najcudowniejszy. W końcu cieszyłam się, że jest tak jak opisują w podręcznikach.

I nadal piłam herbatkę „koprową”...

Po dziewięciu miesiącach karmienia w prawej piersi zrobił się duży „kamień”. Pierś dosłownie rosła jak balon, a ja nie mogłam karmić. Poszłam zrozpaczona do onkologa na USG piersi. Ogólnie wszystkim się wydaje, że USG można zrobić u każdego lekarza, a to niestety nie jest zgodne z prawdą. W USG tak jak i winnych specjalizacjach, jedni lekarze są dobrzy w badaniu jamy brzusznej, inni w badaniu piersi, a jeszcze inni są szczególnie wyspecjalizowani w badaniu USG u dzieci. Ostatecznie po badaniu onkolog stwierdził, że muszę ...zasuszyć pokarm, bo nie jest w stanie stwierdzić, czy to guz nowotworowy, czy pokarm.

Kupiłam tabletki na zasuszenie pokarmu. Najbardziej się bałam, jak ja to wszystko zorganizuję, bo przecież Pereł będzie darł się w niebogłosy, jak przestanę przystawiać go do piersi. Podczas zasuszania pokarmu bezwględnie nie wolno karmić piersią! Zasuszanie trwało trochę ponad dwa tygodnie. Mój mąż wysłał mnie na trzy dni do rodziców, bo wiedział że nie wytrzymam i będę chciała przystawić Małego, żeby go uspokoić. A ponieważ nie będę mogła tego zrobić, zacznę płakać razem z nim. Walczył więc z Perłem sam przez trzy noce. W sumie walczył, to za dużo powiedziane. Ja przez prawie dziesięć miesięcy wstawałam po osiem razy w nocy, żeby go nakarmić. Jak pojechałam do rodziców – pierwszą noc darł się trzy godziny nie chcąc pić z butelki. Drugą – pół godziny, a trzecią przespał jak suseł. Od tego czasu śpi jak w zegarku od 20 do 8!

Myślałam, że będę mieć jedną pierś większą, drugą mniejszą, rozstępy i w ogóle przestanę być kobieca. A tu...

Cały czas pijąc „koprową”...

W ciągu sześciu miesięcy schudłam BEZ żadnych wyrzeczeń 26 kg. Piersi wróciły do normalnych rozmiarów – bez rozstępów. Co więcej, na moim brzuchu też ich nie ma! Chyba mimo wszystko jestem szczęściarą.

Minęły 3 lata...

Nie pijąc już herbaty „koprowej” od lat 2...

Przeczytałam na forum, że najlepszym sposobem na zwiększenie laktacji jest ...picie herbaty „koprowej”.

Minęły kolejne 3 lata...

Marzę o drugim dziecku i ...karmieniu piersią.

Mimo wszystko... cudowne uczucie :)

Komentarze użytkowników

Misz
Misz , 02.08.2011, 11:25
ta koprowa herbatka chyba uszami wylatywała;)
1 Odpowiedz
madzia_wacha_konwalie
madzia_wacha_konwalie , 02.08.2011, 11:19
ciekawe, czy się udało:)
1 Odpowiedz