Karmiła Pani piersią…
przez osiem miesięcy.
Pamięta Pani pierwsze karmienie?
Oczywiście. Tego się nie zapomina. Karmienie piersią było dla mnie oczywiste, wiedziałam, że będę karmić - nawet wtedy, gdy w dobę po cesarskim cięciu położna chwyciła moją pierś, ścisnęła i niezwykle „taktowanie” powiedziała: "O nic tu nie ma"... po czym uciekła (do obowiązków - mam nadzieję), zostawiając mi głodną Elkę. Pamiętam, że mimo wszystko przystawiłam córkę do "pustej" piersi i ... zaufałam naturze. Malutka wykonała kawał dobrej roboty - otworzyła szeroko paszczę i ssała.
Problemy jednak były.
Przez pierwsze dni, kiedy piersi nie były jeszcze przyzwyczajone do tego, że ktoś zaczął ich używać zgodnie z ich przeznaczeniem, miałam kłopot z bólem (na szczęście po kilkunastu dniach ból minął). Dla mnie karmienie okazało się procesem niezwykle naturalnym i wyłączonym z jakichkolwiek wątpliwości. Wyszłam z przekonania, że miliony kobiet karmiły, więc i ja będę karmić...
Karmienie to element macierzyństwa?
W pewnym sensie tak. Według mnie karmienie piersią jest nie tyle wpisane, co wmalowane w piękny obraz, jakim jest macierzyństwo.
Dlaczego więc niektórzy uważają, że matka nie powinna karmić piersią w sklepie, centrum handlowym, restauracji?
Nie mam pojęcia. Nie potrafię dostrzec nic obscenicznego ani wulgarnego w karmieniu (celowo nie dodaję, że piersią i w miejscu publicznym), tak samo jak nie potrafię zrozumieć ludzi, w których karmiąca matka budzi negatywne emocje.
Karmiła Pani poza domem?
Ela najadała się w domu i nie prosiła o jedzenie na mieście, gdyby jednak poprosiła (w jedyny znany niemowlakowi sposób), nie miałabym najmniejszych oporów, żeby ją nakarmić akurat w tym miejscu, w którym by tego chciała.
Teoria mówi o plusach karmienia piersią, a co zauważyła Pani w praktyce?
Może to zabrzmi dziwnie, ale w tej chwili korzyści z karmienia nie widzę, mam jednak nadzieję, że w przyszłości plusy naturalnego karmienia cudownie się objawią na przykład pod postacią wyższej odporności u Eli.
Zapomniała Pani o szczególnej więzi, jaka wytwarza się pomiędzy matką a dzieckiem.
Nie, nie zapomniałam. Celowo o niej nie wspomniałam. To nie jest tak, że tylko karmiąca piersią kobieta może taką więź wytworzyć. A co z paniami, które nie mogą karmić? One są gorsze? Nie. Uważam, że nie powinno się mówić o tej tak zwanej szczególnej więzi w przypadku matek karmiących piersią – takie spostrzeżenie jest bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące.
Dziękuję za rozmowę
Pani Bożena prowadzi kulinarny blog. Odnaleźć go można pod adresem: http://kuchniaelaimy.blogspot.com/