Jakie skojarzenia nasuwają się większości z nas, gdy myślimy o oczekiwaniu na dziecko? Widok uśmiechniętej, szczęśliwej kobiety, która z czułością głaszcze swój coraz większy brzuch. Jednak są wśród nas te, dla których to wyobrażenie przybiera zupełnie inną formę – dramatu, najczarniejszej wizji. I nie dlatego, że oczekują niechcianego dziecka (wręcz przeciwnie, często bardzo go pragną), ale dlatego, że panicznie się boją – porodu albo bólu, niemal jak największego zła, które mogło kiedykolwiek je dosięgnąć. Lęk w ciąży jest w gruncie rzeczy czymś naturalnym, bo która przyszła mama nie obawia się tego, co nowe i nieznane? Pytania o to, jak rozwija się dziecko, jak przebiegnie poród i czy sobie poradzę są w pełni uzasadnione. Ale paraliżujący lęk przed porodem czy bólem to jednak coś więcej niż pytania o to, co ma nadejść. To odynofobia i tokofobia – dwa stany, które spędzają spokojny sen z powiek przyszłych mam.
To nie jest zwykły strach...
- Powodem tego nie są bóle, czy coś w tym stylu – są przecież leki i jakoś można to wytrzymać – pisze dalej raspberrygirl. - Nie, to co jest dla mnie absolutnym horrorem, to następstwa porodu, które mogą się pojawić i ewentualnie nigdy nie minąć: pęknięcie czy nacięcie krocza, pęknięcie pochwy, rozerwanie warg sromowych (...), poród kleszczowy czy próżnociąg (...), długi proces rekonwalescencji po pęknieciach/nacięciach, (ból przy siadaniu, możliwe infekcje), ryzyko nietrzymania moczu i kału, ból w czasie seksu, brak przyjemności z seksu, wypadanie macicy (...).
Lista czarnych wizji raspberrygirl ciągnie się jeszcze długo. Na końcu pada desperackie pytanie: Czy jestem jedyną taką osobą? Czy zwariowałam?
Nie jest i nie zwariowała. Prawdopodobnie cierpi na tokofobię, czyli paniczny lęk przed porodem. Pierwsze wzmianki na jej temat pojawiły się w połowie XIX wieku, ale zagadnieniem szerzej zajęto się niedawno. Badania wskazują, że lęk ten jest silniejszy u kobiet, które jeszcze nigdy nie rodziły. Ponad 20% kobiet w ciąży potwierdza, że odczuwa lęk, 6 % z nich określa go jako bardzo uciążliwy. 13 % kobiet, które nie są jeszcze w ciąży przyznają, że unikają ciąży lub odsuwają ją w czasie z powodu silnego lęku przed porodem.
Tokofobia może występować w trzech postaciach: jako tokofobia pierwotna, tokofobia wtórna pierwszego rodzaju oraz tokofobia wtórna drugiego rodzaju. Tokofobia pierwotna dotyczy kobiet, które jeszcze nigdy nie były w ciąży. W takim przypadku za jej przyczynę uznaje się podłoże kulturowe lub nerwicowe, jak np. traumę przeżytą w dzieciństwie, śmierć matki przy porodzie młodszego rodzeństwa czy molestowanie seksualne. Tokofobia wtórna pierwszego rodzaju może dotknąć kobiety, które już rodziły i w trakcie porodu doświadczyły jakiegoś traumatycznego przeżycia, np. śmierci dziecka. Natomiast tokofobia wtórna drugiego rodzaju ma związek z problemami, które pojawiły się w okresie okołoporodowym. Chodzi tu przede wszystkim o zaburzenia emocjonalne, psychiczne czy depresję.
...to paniczny lęk
Kobiety z tokofobią bardzo starannie się zabezpieczają, częściej też poddają się sterylizacji i nakłaniają do niej również swoich partnerów. Bywa, że paniczny lęk skłania je też do aborcji. Ich obawy przybierają różną postać. Może to być lęk przed przed macierzyństwem, przed komplikacjami, niekompetentnym personelem czy narodzinami niepełnosprawnego dziecka.
Choć najczęściej dominuje lęk przed bólem, tak jak u Agnieszki.
- Odkąd pamiętam, rodzice zawsze powtarzali, że jestem wrażliwa i nikt z bliskich tego nie podważał. Cierpienie po prostu było widać na mojej twarzy. Nigdy wcześniej jednak nie przeżyłam jakiegoś intensywnego bólu. Nie miałam żadnego wypadku, ani złamanej nogi. Ale odczuwam inaczej i nauczyłam się z tym żyć - opowiada. Agnieszka zawsze ma przy sobie tabletkę przeciwbólową. Ból głowy - dla kogoś zwyczajny, jej nie pozwalał normalne funkcjonować. Na dziecko zdecydowała się jednak świadomie i - jak sama mówi - na szczęście nie wiedziała, co ją czeka. Ale swój pierwszy poród Agnieszka wspomina niemal traumatycznie.
- Pierwsze godziny starałam się przetrwać w domu, w wannie z ciepłą wodą. Siedziałam tak ok. 10 godzin. Mąż masował mi plecy i liczył długość skurczów. Miałam wrażenie, że trwały w nieskończoność. Wyłam z bólu i wreszcie stwierdziłam, że już nie dam rady. Pojechałam do szpitala zmęczona i przerażona tym, co się dzieje. Tam usłyszałam, że to dopiero 2 cm.
Później było już tylko gorzej. Oksytocyna wprawdzie przyspieszyła akcję porodową, ale jeszcze bardziej nasiliła skurcze.
- Aby uśmierzyć ból dostałam ogłupiający Dolargan. Ścięło mnie z nóg. Miedzy skurczami traciłam przytomność. Budził mnie kolejny nadchodzący ból i potworny strach.
Złe wspomnienia
Na świat szczęśliwie przyszła Zosia. Ale Agnieszka jeszcze długo nie mogła się otrząsnąć. Była przytłoczona, nie miała siły rozpamiętywać, ale nie umiała też zapomnieć.
- Trzymało mnie długo. Łatwo wracały wspomnienia. Nie mogłam oglądnąć żadnego filmu z akcją porodową, nawet jeśli to była komedia. W nocy miałam koszmary, a w dzień czasem nagle zaczynałam płakać, bo przypominałam sobie dzień porodu.
Gdy drugi raz zaszła w ciążę, paniczny strach przed bólem porodowym powrócił.
- W głowie zaczęłam tworzyć różne wersje wydarzeń. Układałam sobie co powinnam powiedzieć, jak się zachować aby wywalczyć w szpitalu odpowiednią pomoc. Czasem przy tym mówiłam sama do siebie. Płakałam. Zaczęłam cierpieć na bezsenność. Przez dwa miesiące zasypiałam z wyczerpania koło 5 rano. Kiedy już zasnęłam miałam koszmary, śnił mi się poród, poprzedni albo następny lub że kłócę się z personelem szpitala. Po dwóch godzinach budziła mnie córeczka - wspomina Agnieszka. Szczęśliwie na jej drodze stanęła położna, która w końcu powiedziała, że to, co się z nią dzieje nie jest normalne. Doradziła wizytę u psychologa. Agnieszka rozpoczęła terapię, a razem z położną przygotowania do drugiego porodu. Ostatecznie psycholog stwierdził odynofobię – paniczny lęk przed bólem – i wystawił stosowne zaświadczenie, które było przepustką do znieczulenia zewnątrzoponowego.
Historia Agnieszki to opowieść z happy endem. Drugi poród w innym szpitalu i w asyście życzliwej i pomocnej położnej odbył się jednak naturalnie.
- Tym razem też bardzo bolało, ale nie zgodziłam się na podanie oksytocyny więc skurcze były łagodniejsze – wspomina Agnieszka. - Nie dostałam ogłupiających środków, nie traciłam przytomności. Położna była cudowna. Była przy mnie cały czas, ciągle do mnie mówiła. Pomagała mi złapać rytm oddechu. Przykładała na brzuch i plecy ciepłe okłady, instruowała męża co ma robić i na zmianę z nim rozmasowywała mi każdy jeden skurcz. Pod koniec namawiała mnie do zmiany pozycji. Rodziłam w kucki i na stojąco. To dzięki niej ten trudny moment wspominam z radością i entuzjazmem.
Ale Agnieszka nie przestała się bać. Na pytanie, czy zdecyduje się jeszcze na kolejne dziecko, odpowiada, że nie wie. Być może, ale tylko dzięki wielkiemu wsparciu ze strony męża i rodziny. Innym kobietom, które przeżywają podobne lęki radzi, by zdobywały wiedzę na temat swoich obaw, szukały wsparcia psychologa i wybrały położną, która najlepiej wczuje się w ich stan, by nie bały się rozmawiać z lekarzami i bliskimi. I najważniejsze: by nie pozwoliły zbagatelizować swojego lęku.