To nie przypominało cudu narodzin
Siedmiomiesięczny Ignaś śpi, kiedy Asia pośpiesznie opowiada mi o swoim porodzie. Ma niewiele czasu - jego drzemki są bardzo krótkie.
- Nie dość, że ciąża była trudna - zagrożona przedwczesnym rozwiązaniem, to do szpitala trafiłam jeszcze na wywoływanie porodu – wspomina. – Moje spojenie łonowe przez 9 miesięcy bardzo się rozeszło. Do tego maluszek ważył sporo ponad 4 kilogramy. Istniało więc realne zagrożenie, że w czasie porodu siłami natury dojdzie do komplikacji. Jednak lekarz był innego zdania – dodaje.
USG wykazało, że spojenie łonowe Asi wytrzyma. Od krytycznej wartości dzielił ją 1 mm, więc lekarz orzekł, że może rodzić siłami natury.
- To ten 1 mm sprawił, że mój poród był koszmarem. Podłączono mnie do kroplówek z oksytocyną i tak rozpoczęła się trwająca prawie dwie doby gehenna, przeplatana przebijaniem pęcherza i bolesnymi badaniami – opowiada Asia. – To nie przypominało cudu narodzin. Leżałam zdana tylko na siebie. Nie mogłam liczyć na pomoc położnej ani lekarza.
I choć szpital, w którym rodziła Asia szczyci się porodami przyjaznymi i matce, i dziecku, ona tkwiła przykuta do łóżka bez możliwości skorzystania z relaksujących ćwiczeń z piłką czy prysznica.
- Ból był nie do zniesienia, a na prośbę o znieczulenie zewnątrzoponowe słyszałam tylko wymówki, że anestezjolog jest na sali operacyjnej, albo że jest już za późno. Nie wiem, jakbym to zniosła, gdyby nie wsparcie męża – opowiada i zerka na łóżeczko Ignasia. Jeszcze śpi. Może mówić dalej. - Wkrótce doszło do komplikacji. Problemy pojawiły się, gdy rozwarcie osiągnęło punkt kulminacyjny. Zaczęłam tracić świadomość i oddech. Aparatura dawała znać o niebezpieczeństwie, mój synek odchodził. Na porodówce zrobił się zamęt i szybko znalazłam się na sali operacyjnej. To było straszne.
Parę godzin później Asia wybudziła się z narkozy z rurką intubacyjną w gardle. Do dziś nie wie, co dokładnie się stało. Poza enigmatycznymi informacjami na karcie wypisu ze szpitala o krwotoku, reszta pozostaje dla niej tajemnicą. Żaden z lekarzy nie wyjaśnił, co tak naprawdę zaszło. Czy Ignaś doczeka się rodzeństwa? Asia odpowiada krótko:
- Póki co strach jest zbyt wielki. Nie potrafię zapomnieć.
Dobre złego początki
Agnieszka miała więcej szczęścia, ale swojego porodu też długo nie zapomni. Siedzimy w jej jadalni przy dużym rodzinnym stole. Dwuletni Mateusz bawi się obok i od czasu do czasu wdrapuje się na krzesło. Chłopiec urodził się o czasie, ciąża przebiegała bardzo dobrze, poród do pewnego momentu też. Ale finisz okazał się dramatyczny.
- Najgorzej było na końcu. Po porodzie byłam szyta przez godzinę, wyobrażasz sobie? Jedna osoba zmieniała drugą, nie mogły dokończyć. Strasznie bolało – opowiada. Bierze łyk herbaty, jakby razem z nim chciała przełknąć to wspomnienie. - Miałam i pęknięcie, i nacięcie. To było okropne. Pamiętam zegar na porodówce. Wisiał z prawej strony, pamiętam jeszcze jak wyglądał. Dla mnie to szycie trwało wieczność. Masakryczne.
A Mateusz wcale nie urodził się duży – miał prawie książkowe 3,5 kilograma, dokładnie 3350 g. Ale nie mógł prawidłowo wstawić się w kanał rodny.
- Nie rodziłam bardzo długo, jakieś 6 godzin, ale to były męczarnie. Po jakimś czasie dostałam oczywiście oksytocynę. Przybierałam różne pozycje, żeby mały mógł się dobrze wstawić: schodziłam z łóżka, kucałam, potem znowu na łóżko, na bok, noga do góry. Na koniec przyszedł lekarz i kładł mi się na brzuch, naciskał łokciami, aż go wypchnął.
Agnieszka zastanawia się nad kolejnym dzieckiem, ale się boi.
- O tym się myśli, po prostu boję się po tym wszystkim. Niby mówi się, że drugi poród jest łatwiejszy... - kończy.
Najgorsza była niewiedza
Historia Joasi układa się jeszcze inaczej. W 30. tygodniu ciąży niespodziewanie odchodzą wody płodowe. Kobieta jedzie do szpitala.
- Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Czy zostanę w szpitalu, a jeśli tak, to na jak długo? – pisze. - Na izbie przyjęć zrobiono mi podstawowe badania. Kiedy pielęgniarka zaczęła mierzyć mój obwód brzucha, spytałam, po co to robi, a ona odpowiedziała: „Przecież będzie pani rodzić. Do porodu nie opuści pani szpitala.” Byłam zaskoczona, bo przecież miałam jeszcze dużo czasu, nie nacieszyłam się jeszcze ciążą.
W szpitalu udało jej się przetrwać do 35. tygodnia ciąży. Cały czas leżała. Wybłagała jedynie wstawanie do toalety. Kiedy pewnego ranka zauważyła krew, na położnych nie zrobiło to żadnego wrażenia. Tylko Joasia była przerażona.
- Krótko po badaniu lekarz kazał przewieźć mnie na blok porodowy. Tam dostałam kroplówkę i założono mi cewnik. Dowiedziałam się, że jadę na salę operacyjną. Pytałam, co się dzieje, ale nikt nie chciał mnie o niczym informować. Panikowałam.
Mikołaj urodził się z wagą zaledwie 1420 gramów, ale dostał całe 10 punktów w skali Apgar. Następne 4 tygodnie spędził w szpitalu - szczęśliwie bez problemów typowych dla wcześniaków. Musiał po prostu przybrać do 2 kilogramów, bo od tylu wcześniaki mogą opuścić szpital. O tym, że oderwało się łożysko Joasia dowiedziała się dopiero czytając wypis.
- Być może wszystko przeżywałabym spokojniej, bez płaczu i histerii, gdyby ktoś ze mną porozmawiał, powiedział, co się będzie działo. Od 5. rano, kiedy zgłosiłam krwawienie, a na pewno od badania o godz. 8 do cięcia o godz. 14 było dość czasu, by poinformować mnie o tym, o czym lekarze już na pewno wiedzieli – kończy swoją opowieść.
To nieprzewidywalny proces
Zakończenie każdej ciąży, nawet tej przebiegającej książkowo staje dla rodzącej i personelu pod znakiem zapytania. Poród to dynamiczny i niezupełnie przewidywalny proces, który tylko po części można monitorować i ukierunkowywać.
- Nigdy do końca nie wiemy, jak będzie wyglądał poród – mówi ginekolog, Ewelina Śliwka. - Nawet u pacjentek z tzw. fizjologicznym przebiegiem ciąży może dojść do różnych komplikacji w trakcie rozwiązania. Dlatego lekarz położnik powinien być zawsze przygotowany do prowadzenia tzw. trudnego porodu – dodaje Śliwka. Trudny poród to taki, który odbiega od normy, rodzi komplikacje, stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia dziecka lub matki. Mirosława Uczyńska, położna, nazywa taki poród długim, bolesnym, czasem upokarzającym, który na wiele miesięcy, a niekiedy nawet lat wpisuje się w pamięć kobiety.
- Za poród trudny uznaje się również wszystkie te sytuacje, w których istnieją nagłe wskazania do rozwiązania cięciem cesarskim lub zastosowania kleszczy położniczych czy próżniociągu – dodaje Uczyńska.
A te mogą pojawić się przy ułożeniu miednicowym, ciąży mnogiej, nieprawidłowościach w ułożeniu dziecka i schodzenia główki do kanału rodnego. Także wtedy, gdy dziecko jest szczególnie duże. Trudny poród obciąża nie tylko matkę, ale i dziecko. Dla niego to również ogromny stres.
- Noworodki z trudnych porodów są bardziej zmęczone, często też pod wpływem znieczulających środków farmakologicznych podanych matce – wyjaśnia Uczyńska.- Takie dzieci wymagają szczególnego nadzoru i obserwacji. Bywa, że mają trudności ze ssaniem piersi, są mało aktywne. Dzieci te częściej niż inne mogą mieć objawy kolek jelitowych – dodaje. Trudny poród nie kończy się niejako z chwilą narodzin dziecka. Jego wspomnienie trwa, czasem nawet jeszcze długo po szpitalnych przeżyciach. Położna Uczyńska odwiedza swoje pacjentki nawet kilka tygodni po porodzie. Widzi, jakim cieniem na ich psychikę i wczesne macierzyństwo kładą się przykre doświadczenia.
- Mamy po trudnych porodach są zmęczone, mają obniżony nastrój, często nie mają siły cieszyć się swoim macierzyństwem – tłumaczy. - Poród często wspominają ze łzami w oczach. To dla nich bardzo silne emocje, które na długo zapisują się w pamięć, nawet na kilkadziesiąt lat – dodaje Uczyńska. Co w tej sytuacji mogą zrobić ciężarne, które właśnie oczekują porodu? Uczyńska daje jasną radę – przygotować się, jak najwięcej wiedzieć o porodzie, jego naturze.
- Najlepsze przygotowanie to psychoprofilaktyka lęku i bólu porodowego prowadzona przez szkoły rodzenia - stwierdza. - Tam poprzez poznanie mechanizmu porodu, jego uwarunkowań emocjonalno-hormonalnych, metod łagodzenia bólu porodowego czy różnych sposobów aktywnego rozegrania porodu można przećwiczyć poród i potraktować go jako zadanie. A to najlepsza droga do tego, by poród przebiegł siłami i drogami natury.
A jak Ty przeżyłaś swój poród? Czy czułaś, że Twoje prawa są respektowane? Czy czułaś, że rodzisz wśród ludzi Ci życzliwych i pomocnych? Opowiedz o swoim porodzie. Zapraszamy do rozmowy w grupieRodzić po ludzku