Agnieszka Zimmermann: Co sprawiło, że zdecydowała się Pani na poród w domu?
Agnieszka Sekuła*: W naszym przypadku była to decyzja przemyślana. W 1995 r. natrafiliśmy z partnerem na książkę Sheili Kitzinger „Rodzić w domu” i zgodnie stwierdziliśmy, że dokonujemy jej zakupu. Czytaliśmy równolegle, często razem, dzieliliśmy się wrażeniami. Już w trakcie lektury wiedzieliśmy, że tak właśnie chcemy urodzić nasze dziecko. Miał to być kolejny ważny aspekt podążania drogą, której elementami był nasz wegetarianizm, działalność proekologiczna, zainteresowanie ziołolecznictwem i terapiami naturalnymi.
Czy poród domowy to swego rodzaju powrót do przeszłości?
Jestem głęboko przekonana, że w temacie narodzin i śmierci powinniśmy wrócić do korzeni, dążyć do tego, żeby człowiek mógł rodzić się i umierać w otoczeniu najbliższych. Odhumanizowanie i zmedykalizowanie tych dwóch skrajnych punktów w życiu człowieka pozbawia je świętości, odbiera im ważność i wartość inicjacyjną. Wiele autorytetów wypowiada się o tym, jak wielkie znaczenie dla życia człowieka ma czas jego rozwoju w łonie matki i czas porodu. Zainteresowani bez trudu znajdą materiały z zakresu psychologii prenatalnej i perinatalnej i innych dziedzin. Wiele informacji o korzyściach płynących z porodu domowego zawartych jest m. in. w publikacjach Ireny Chołuj i Ewy Janiuk.
Czy wszystkie kobiety powinny zatem rodzić w domu?
Nie, w żadnym wypadku. Jestem zdania, że szpital jest miejscem pomocy, ratunku, ochrony zdrowia i życia dla rodzącej kobiety i jej dziecka. Dom zaś jest miejscem, w którym do głosu może dojść nasza kobieca moc, gdzie nasze ciało może w pełni doświadczyć, że samo wie, jak rodzić, gdzie nasza intuicja może nas prowadzić bez zewnętrznych zakłóceń. Chciałabym podkreślić, że nie jestem przeciwna porodom w szpitalach. Celem podejmowanych przeze mnie działań jest natomiast zmiana jakości takiego porodu. Podstawą tej zmiany jest pokora personelu medycznego wobec fenomenu narodzin, odejście od szukania patologii tam, gdzie jej nie ma i umożliwienie kobietom rodzenia w indywidualnym dla każdej z nich rytmie, tempie i wybranej pozycji.
Pani ma za sobą oba doświadczenia: zarówno poród w domu, jak i w szpitalu.
Obie ciąże i oba porody to czas wyjątkowy w moim życiu, a jeden odmienny od drugiego. Pierwszego syna urodziłam w 2004 r. Miał to być poród domowy i lotosowy. W wyniku przedłużającego się braku postępu w akcji porodowej i mojego rosnącego zmęczenia zapadła decyzja o wyjeździe do szpitala. Akcja porodowa powróciła w samochodzie. Żytomir urodził się w szpitalu, siłami natury, ale po trzykrotnym masażu szyjki macicy i po wykonaniu poważnego nacięcia. Poród trwał prawie dobę. Radogost urodził się trzy lata temu. Tym razem poród trwał ok. 7 godzin, odbył się w domu, bez żadnych interwencji i leków. Synek jest dzieckiem lotosowym.
Nie bała się pani, że w czasie porodu domowego może się coś wydarzyć? Coś co może zagrozić życiu pani lub dziecka?
Decyzja o porodzie domowym jest jedną z najważniejszych, a być może też najodważniejszych w życiu kobiety. Jest tą, której skutki mogą być najpiękniejsze, ale też mogą okazać się najboleśniejsze. Ciąża jest czasem danym dziecku na rozwój, a kobiecie na przygotowanie się przede wszystkim do porodu i to nie tylko w aspekcie fizycznym, ale głównie psychicznym. Każda z nas musi znaleźć wewnętrzną odpowiedź na to, w jakim stopniu jest gotowa przyjąć na siebie odpowiedzialność za ten wyjątkowy moment, w którym rodzi się dziecko. Każda z nas musi odbyć wewnętrzną rozmowę o tym, czy czuje się silna i samodzielna, czy też potrzebuje, by jej poród był prowadzony i nadzorowany. W pierwszej ciąży skupiłam się przede wszystkim na tym, że nie chcę rodzić w szpitalu. W drugiej zaś, że chcę rodzić w domu. To ogromna różnica. Za pierwszym razem pakowałam torbę do szpitala, nie przyjmując do wiadomości, że mogę się tam znaleźć. Za drugim razem byłam umówiona na poród z dwiema położnymi - jedną w domu, drugą w szpitalu. A torbę pakowałam tym razem z intencją, by stało się to, co dla dziecka i dla mnie okaże się najlepsze.
Jak wyglądają przygotowania do porodu w domu?
Nie ma czegoś takiego, jak specjalne przygotowania do porodu w domu. Każda z nas ma dziewięć miesięcy na to, by świadomie przygotować się do narodzin dziecka. Z doświadczenia wiem, że powinnyśmy myśleć przede wszystkim o tym jak, a nie gdzie, chcemy rodzić. Wtedy mamy szansę na dobry poród również w szpitalu. Polecam czytanie wspierającej literatury dotyczącej ciąży i porodu, a unikanie tej opisującej patologię. Polecam spacery, taniec brzucha, relaksację, wizualizację i zdrową dietę. Polecam książki, filmy i muzykę, niosące dobre przesłanie i pozytywny ładunek energetyczny. Polecam także czułość partnerską i spokojny sen. Nade wszystko zaś polecam zagłębianie się w sobie. O rzeczach, które należy zgromadzić w domu przed porodem poinformuje każda położna przyjmująca takie porody. Każda taka położna określi też, w indywidualnym przypadku, jakie warunki bezpieczeństwa muszą być spełnione, by taki poród zdecydowała się przyjąć.
Jak wspomina pani samą akcję porodową?
Przy pierwszym porodzie do pewnego momentu akcja rozwijała się harmonijnie, by w końcu ustać zupełnie i powrócić dopiero w wyniku kołysania podczas jazdy samochodem wiozącym nas do szpitala. Drugi poród był znacznie krótszy i bardziej zharmonizowany. Wpływ na to miało przede wszystkim moje przygotowanie, ale również empatia i właściwe zaangażowanie towarzyszących mi osób. Mam tutaj na myśli przede wszystkim jakość kontaktu z położną.
Kto był świadkiem narodzin pani syna w domu?
Przy pierwszym porodzie obecny był mój partner, para przyjaciół i położna. Przy drugim - mąż (ojciec również pierwszego syna), przyjaciółka (przyjaciel zmarł) i położna (inna niż przy pierwszym porodzie). Dziadkowie natomiast zabrali starszego synka, gdy przyjechała położna. Zgodnie z naszą obietnicą wrócił do domu po narodzinach braciszka, czyli po kilku godzinach.
Czy po porodzie domowym konieczna była wizyta z dzieckiem w szpitalu?
Pobyt w szpitalu po porodzie domowym konieczny jest tylko wtedy, gdy matka lub dziecko wymagają interwencji medycznej, której nie może zapewnić położna w domowych warunkach. Ja miałam ten komfort, że w drugiej dobie odwiedziła nas moja ginekolog, natomiast w drugiej i trzeciej lekarz pediatra. Taka atmosfera profesjonalnej troski była dla mnie dopełniającym elementem we wszechogarniającym poczuciu szczęścia i spokoju.
Co dał pani poród w domu? Pozwolił się zrelaksować czy może był mniej „dokuczliwy” pod względem fizycznym?
Poród w domu pozwolił mi w pełni doświadczyć wewnętrznej mocy. Postrzegam go jako inicjację w głębię kobiecości. Ból porodowy zaś zafascynował mnie na zawsze. Jest jedynym pięknym, dobrym, uzasadnionym bólem. Jest po to, by torować drogę Nowemu Życiu. Myślę, że każda z nas powinna dać sobie wewnętrzne przyzwolenie na pełne doświadczenie obcowania z tym wyjątkowym doznaniem. Dla mnie jego obecność była niezmiernie ważna i w pełni akceptowana. Podczas pierwszego porodu wykonano mi długie nacięcie, takie, jak przed użyciem próżnociągu. Do dziś nie wiem, czy celowo (na wszelki wypadek), czy niecelowo (przez przypadek). W wyniku powyższego przez dwa tygodnie miałam problemy ze staniem, chodzeniem i siedzeniem, a blizna po tej interwencji do dziś obrzmiewa i boli przy zmianach klimatu czy pogody. Podczas drugiego porodu miało miejsce jedynie nieznaczne pęknięcie. Zamiast zakładania szwu wykorzystałam regenerujące właściwości okładów z alg morskich i po kilku dniach nie było po pęknięciu najmniejszego śladu.
A samopoczucie?
Po porodzie domowym czułam się świetnie. Zamiast osłabienia miałam przypływ energii, byłam aktywna i w pełni samodzielna. Taki nastrój chciałabym mieć każdego dnia (śmiech). Podzieliłam się tymi wrażeniami w porodowej opowieści, zawartej w książce Ewy Janiuk i Emilii Lichtenberg-Kokoszki „Domowe narodziny - fanaberia szaleńców czy powrót do normalności?”.
Rozmawiała Agnieszka Zimmermann
*Agnieszka Sekuła - mama dwóch chłopców, z których młodszy urodził się w domu jako dziecko lotosowe. Kroczy drogą świadomej kobiecości, której ważnymi aspektami są m.in. poród i macierzyństwo. Prowadzi na Facebooku otwartą grupę Poród Domowy, oraz zamkniętą grupę Czerwony Namiot. Gromadzi wokół siebie kobiety, którym bliska jest idea Kręgu. Przygotowuje się do napisania książki o dobrym porodzie, która jest jej autorskim projektem.