A A A

Dylematy przed adopcją

data dodania: 13.02.2011

Informacje
Autor: Grzegorz N.
Data dodania: 13.02.2011

Tagi: adopcja, adopcyjny ojciec, dylematy przed adopcją, rad, fas

Opiszę jakie mam dylematy przed adopcją. To będzie męski punkt widzenia, mój prywatny, osobisty punkt widzenia. Jak ja to widzę, rozumiem, czuję i przeżywam. Jestem przyszłym adopcyjnym rodzicem i piszę o drodze jaką przeszedłem i przechodzę.

Zobacz galerię

Dyskusje w grupach:
ostatnie wpisy w grupach

zobacz inne grupy...

Nie jestem ekspertem, a te wszystkie słowa, które będziecie mogli przeczytać, to moje przemyślenia i wnioski, wysnute na podstawie wiadomości zebranych z różnych źródeł, fakty dostosowane do mojej sytuacji, przetrawione przez moją osobowość. Moje przemyślenia. Nie trzeba się z nimi zgadzać, na pewno nie będę obiektywny. Nie jestem też wykwalifikowanym pisarzem czy polonistą, wybaczcie pewne niedociągnięcia stylistyczne. Jestem facetem więc emocje to dla mnie (jak i dla większości mężczyzn) teren grząski. Na pewno dostrzeżecie nieporadność w opisach moich uczuć, która będzie niczym paniczne i chaotyczne próby wydostania się z tego grząskiego terenu na stały grunt.

Jestem po szkoleniu w Ośrodku Adopcyjno-Opiekuńczym. Mamy z żoną kwalifikację na rodzinę adopcyjną, czekamy na telefon z Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego (OAO). Jesteśmy więc w „adopcyjnej ciąży” - takie fajne określenie okresu oczekiwania na telefon znalazłem. Mamy jedno biologiczne dziecko, niestety medycyna jest bezsilna jeżeli chodzi o dalsze powiększenie mojej rodziny.

Podejmując decyzję o powiększeniu rodziny stawiamy sobie wiele pytań i szukamy na nie odpowiedzi.

Czy będę dobrym rodzicem?

Czy potrafię wygospodarować dla dziecka odpowiednio dużo czasu?

Czy potrafię je dobrze wychować?

Czy znajdę dla niego miejsce w moim domu?

Czy będzie mnie stać na sfinansowanie jego potrzeb?

I wiele, wiele innych równie ważnych.

Decydując się na powiększenie rodziny poprzez adopcję, do tych wszystkich pytań dochodzą następne potencjalne problemy które trzeba wziąć pod uwagę.

Adopcja czy Rodzina Zastępcza?

Jak duże dziecko?

Dziewczynka czy chłopiec?

Jedno czy więcej?

Zdrowe czy może wymagające leczenia?

Jednak to jeszcze nie wszystko co trzeba przemyśleć.

Są choroby, zaburzenia, z którymi adopcyjny rodzic będzie musiał się zmierzyć. Nie chodzi o to, że każde dziecko adopcyjne te choroby ma, ale jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że będzie je miało. I także z ich powodu czasami adopcja się nie udaje.

O FAS i RAD zaczęto mówić w Polsce od ok. 5 lat. Na świecie o tych problemach mówi się już od 15 lat. Wcześniej nie zdawano sobie sprawy, jak wielkie spustoszenie w mózgu dziecka, a co za tym idzie i w psychice, może zrobić alkohol wypity przez matkę w czasie ciąży. I jak zupełnie inaczej rozwija się dziecko pozbawione miłości.

Teraz zaczynamy mieć fachowców w tych dziedzinach. Kilka lat temu z tymi problemami rodzice adopcyjni zostawali sami, często oskarżani przez otoczenie, że nie potrafią pokochać lub wychować dziecka. Teraz sytuacja jest nieco inna. By przezwyciężyć FAS i RAD trzeba używać specjalnych metod edukacyjno-wychowawczych, nie do końca akceptowanych przez społeczeństwo. Łatwo się narazić na wytykanie palcami.

FAS – choroba dziecka wywołana przez alkohol wypity przez matkę wtedy, gdy była w ciąży. To zaburzenia rozwoju mózgu. FAS powoduje lekkie opóźnienie umysłowe, zaburzenia pamięci, koncentracji, kłopoty z uczuciami wyższymi (miłość, współczucie...). Niestety zdecydowana większość dzieci przeznaczonych do adopcji dotknięta jest FAS z powodu alkoholizmu swojej biologicznej matki.

RAD – zaburzenie więzi - tak to się ładnie nazywa. Ta choroba rozwija się wtedy, gdy dziecko nie ma zapewnionej należytej opieki i troski już od pierwszych dni po narodzinach. Nie otrzymuje miłości, nie uczy się odbierać miłości, nie umie odpowiadać na nią. Nie umie sygnalizować swoich potrzeb lub sygnalizuje je przesadnie. Im dłużej dziecko pozbawione jest należytej opieki?? tym głębsze są objawy. Do rozwoju tej choroby przyczyniają się także domy dziecka (chociaż oczywiście lepszy dom dziecka niż zdegenerowana rodzina biologiczna). W nich niewiele jest czułości, o wiele za mało niż mały człowieczek potrzebuje. I nie wynika to ze złej woli pracowników, ale z fizycznej niemożności zajęcia się każdym dzieckiem. Dużo dzieci, mało personelu, sił i czasu wystarcza na zapewnienie tylko najważniejszych potrzeb (jedzenie i ubranie).

Niestety każde dziecko przeznaczone do adopcji raczej nie zaznało wiele miłości w domu rodzinnym i na pewno jakiś czas spędziło w domu dziecka (choćby czekając na uregulowanie sytuacji prawnej, a to może ciągnąć się latami).

No i jeszcze geny, te osławione geny, które przekazują cechy fizyczne, umysłowe, psychiczne i wszystkie inne, z pokolenia na pokolenie...Nie wolno ich bagatelizować, ale też nie wolno dać się zwariować i za wszystko je obwiniać. Geny to predyspozycje, mogą się uaktywnić bądź nie. Dużo zależy od edukacji i wychowania małego człowieczka. Wiadomo, że mam tu na myśli cechy psychiczne, emocjonalne, umysłowe, przekazywane przez geny, a nie np.: kolor oczu czy wzrost.

Ale to jeszcze nie wszystko. Ja musiałem przyjrzeć się samemu sobie i znaleźć odpowiedź na jeszcze inne pytania.

Dlaczego chcę adoptować dziecko? Czy to mi jest źle i dziecko ma być lekarstwem dla mnie? Czy może jestem takim człowiekiem który bezinteresownie chce pomóc innemu człowieczkowi potrzebującemu rodziny.

Kolejnym pytaniem, z którym długo się zmagałem, było czy potrafię pokochać adoptowane dziecko tak samo mocno jak kocham to, które już mam. Czy potrafię pokochać je równo, jednakowo, by żadnemu nie zrobić krzywdy?

Jeszcze jedna rzecz, właśnie jestem na tym etapie: oczekiwanie na telefon. Normalnie jest tak: dwie kreski na teście ciążowym a po 37 tygodniach poród. Zna się mniej więcej termin rozwiązania, człowiek zdąży się przygotować (siebie i mieszkanie). Powiększający się brzuszek żony to dowód, że jest coraz bliżej. Można co nieco zaplanować. Ale w przypadku adopcji jest inaczej. Zna się termin poczęcia (data kwalifikacji), a nie zna się terminu rozwiązania. I nawet nie ma się dowodu, że jest się w ciąży. Czytając wspomnienia innych rodziców adopcyjnych można wysnuć wniosek że adopcyjna ciąża trwa od 3 miesięcy do 3 lat. Nam w ośrodku „obiecano” 3-4 lata. To oczekiwanie jest „dziwne”. Takie inne od natłoku myśli krzyczących w mojej głowie w czasie kiedy podejmowałem decyzję, że chcę adoptować. Wtedy, przed podjęciem decyzji o pójściu do OAO, myśli nie dawały mi spać. Ostatnia myśl przed zaśnięciem: adoptować czy nie i pierwsza po przebudzeniu: adoptować czy nie. I miliony podobnych w ciągu dnia. Następny dzień tak samo.

A teraz cisza. Nie chcę się zadręczać czekając na telefon. Wiem, że następny rozgardiasz będzie od telefonu, poprzez wszystkie spotkania z dzieckiem i wymiarem sprawiedliwości, aż do czasu gdy rodzina z powrotem wróci w swoje tory (swoje nowe tory). Ale to znam tylko z opowiadań.

Komentarze użytkowników