FAS i RAD

data dodania: 22.10.2010

Informacje
Autor: Grzegorz N.
Data dodania: 22.10.2010

Tagi: fas, rad, adopcja, oczekiwanie na adopcję, ośrodek adopcyjny, adopcyjny ojciec, starania o dziecko, problemy z poczęciem, niepłodność, bezpłodność

O FAS i RAD – czyli o Zespole Alkoholowym Płodu i Zespole Zaburzenia Więzi ciągle mówi się zbyt mało. A każdy adopcyjny rodzic powinien o nich wiedzieć zanim podejmie ostateczną decyzję.

Zobacz galerię

Dyskusje w grupach:
ostatnie wpisy w grupach

zobacz inne grupy...

Nie będę używał fachowych określeń i nazw. Od tego są fachowcy. Są to moje przemyślenia i wnioski. Fachowcy pewnie będą mieć nieco inne zdanie, a rodzice, którzy borykają się z tymi chorobami na pewno wiele potrafią dodać i poprawić. Jedno jest pewne – nie wolno

podejmować decyzji o adopcji nie wiedząc nic o FAS i RAD.

Na świecie o FAS i RAD mówi się od ok 10 – 15 lat, w Polsce od ok 5, mimo że polscy psycholodzy i psychiatrzy znali problem dużo wcześniej. Stanowili jednak wąską grupę specjalistów i ich wiedza raczej nie docierała do zainteresowanych (czyli samych rodziców). Jest to nowa dziedzina psychologii, psychiatrii i medycyny. Z tego też powodu niewiele jest informacji na ten temat. Nie będę używał fachowych określeń i nazw. Od tego są fachowcy. Są to moje przemyślenia i wnioski. Jeśli okaże się, że będę musiał się z którąś z nich zmierzyć wtedy zagłębię się w problem głębiej. Na dziś to, co wiem wystarczy.

FAS

Matka zachodzi w ciążę. Od pierwszego podziału zapłodnionej komórki jajowej zaczyna się rozwój dziecka. Każdy etap rozwoju ma swoją medyczną nazwę, zygota, zarodek, płód... Dopiero po narodzinach jest to wg. medycyny dziecko. Ale do rzeczy. Podczas tego rozwoju na dziecko wpływają różne czynniki, wpływają korzystnie lub nie. Większość tego co mama zje, wypije czy się nawdycha przechodzi przez łożysko do płodu. Niektóre substancje w stężeniu mniejszym niż u mamy, a niektóre w większym. FAS jest efektem działania alkoholu, oczywiście alkoholu wypitego przez matkę. Jego stężenie we krwi dziecka jest około dwukrotnie wyższe niż we krwi matki.

Alkohol zaburza prawidłowy rozwój dziecka, atakuje głównie mózg, uniemożliwia prawidłowy rozwój i namnażanie się komórek nerwowych, blokuje nawiązywanie połączeń między nimi, hamuje wzrost ich liczebności ( i komórek i połączeń między nimi). W wyniku tego dziecko jest w pewnym stopniu ograniczone umysłowo, ma niższy iloraz inteligencji, kłopoty z koncentracją, pamięcią, myśleniem abstrakcyjnym, twórczym. Jest agresywne, wulgarne, nie umie nawiązywać przyjaźni, ogólnie ma kłopoty z emocjami i uczuciami. Za uczucia i emocje odpowiadają płaty czołowe i skroniowe i to one są najczęściej atakowane przez alkohol.

Oprócz zmian w mózgu alkohol jest także przyczyną niskiej wagi urodzeniowej, wolniejszego rozwoju fizycznego, itd. Dzieci z FAS mają także charakterystyczne rysy twarzy.

Oczywiście wielkość zmian degeneracyjnych zależy od tego, ile alkoholu działało i w jakiej fazie rozwoju dziecka. Dlatego rozróżnia się FAS pełnoobjawowe jak i inne postacie tej choroby, w których występują niektóre tylko cechy FAS.

Dotarłem do statystyk, że w Polsce rocznie rodzi się ok. 1000 dzieci z FAS pełnoobjawowym (ta najgorsza postać) i ok 10 razy tyle dzieci z innymi, lżejszymi postaciami FAS.

Nie ustalono bezpiecznej dawki alkoholu, którą może wypić matka i która na pewno nie zaszkodzi dziecku. Czyli innymi słowy: jeden kieliszek wina do obiadu przez całą ciążę to za duża dawka alkoholu.

Zmiany w mózgu są nieodwracalne, ale mózg to taki niezwykły organ, że jedne jego obszary mogą zastępować w działaniu inne, zdrowa część mózgu może przejąć funkcje tej uszkodzonej.

I na tym opiera się leczenie FAS. Stymuluje się mózg specjalnymi ćwiczeniami by „zmusić” go do wytworzenia „obejść”, by właśnie uaktywnić inne rejony mózgu, zaprząc je do pracy. Niestety znaczące efekty można uzyskać do 5-7 roku życia, potem trzeba nauczyć się z tym żyć. I dziecko i rodzic.

Są to specjalne ćwiczenia, nie mam o nich wiele wiedzy więc nie będę się wymądrzał. Wiem, że w razie potrzeby będę potrzebował pomocy specjalistów-naukowców jak i amatorów-rodziców, którzy już to przerabiali.

RAD

Nie będę podawał encyklopedycznych definicji, kto chce to sobie znajdzie.

Jest to zaburzenie więzi, dziecko nie umie przyjmować miłości i nie umie jej okazywać. RAD powstaje wtedy, gdy dziecko nie jest odpowiednio wychowywane, nie dostaje odpowiednio dużej dawki miłości. I tu liczą się już pierwsze dni po narodzeniu.

Dziecko od pierwszych chwil ma swoje potrzeby, które zaspokaja rodzic. Począwszy od pełnego brzuszka, suchej pieluszki, aż po poczucie bliskości.

Kiedy dziecko wie, że nie może liczyć na zaspokojenie wszystkich swoich potrzeb (takie kilkutygodniowe niemowlę), to przystosowuje się do takiej nienormalnej sytuacji i ogranicza się tylko do sygnalizowania tych niezbędnych do przeżycia potrzeb, czyli pustego brzuszka. I w takich warunkach uczy się żyć. Piszę tu o ekstremalnych sytuacjach: zmiana pieluchy raz na dobę, karmienie 2 razy na dobę i zamaczanie smoczka w piwie, żeby się dziecko uspokoiło i przestało płakać.

Dziecko z RAD nie otrzymało miłości od swojego opiekuna więc nie umie jej przyjmować, nie umie jej oddawać. Dba tylko o siebie, o pełny brzuch, o zrobienie zapasów jedzenia – zwłaszcza tego wysokokalorycznego jak słodycze. Nie nawiązuje przyjaźni, nie umie zaufać, nie umie związać się z nikim i z niczym, nie ma swojej ulubionej zabawki, nie umie szanować przedmiotów (zabawek), użyje wszelkich sposobów (a inteligencji nie brakuje) by zdobyć to czego w danej chwili chce. Używa całej swojej inteligencji na zaspokojenie swoich potrzeb.

A to dlatego, że nie dostało miłości od pierwszych chwil życia.

Dla niemowlęcia miłość to pełny brzuszek, sucha pielucha, przytulanie, uśmiechnięta twarz rodzica, bicie serca matki, ciepło jej ciała, dźwięk jej głosu... wiecie o czym piszę... I takie bodźce dziecko uczy się rozpoznawać, odbierać i odpowiadać na nie: uśmiech na widok twarzy rodzica, przestaje płakać, gdy słyszy jego głos, uspokaja się na rękach itd. Uczy się po prostu żyć w rodzinie, w społeczeństwie. Dziecko pozbawione miłości nie zna jej i nie umie jej okazywać. Stąd właśnie bierze się tzw. „zaburzenie więzi” czyli RAD. Jednak RAD to tylko jedno z typów zaburzenia więzi, choć przy tym jedno z najpoważniejszych. Oczywiście im bardziej „zaniedbane” dziecko tym poważniejszy problem.

Nie szczędźmy więc naszym dzieciom miłości, one nie potrzebują prezentów, słowa też są niewiele warte, jeśli nie są poparte dowodami. Dzieci potrzebują nas, naszego czasu i uwagi, wspólnie spędzonego czasu. Dowodem miłości dla malucha jest np. to, że razem ułożymy wieżę z klocków.

Fajny program niedawno oglądałem - o relacjach między ludźmi. Najbardziej zainteresował mnie fragment o dotyku. Okazuje się, że aż 60-70 % emocji jesteśmy w stanie przekazać sobie poprzez dotyk. Zaciekawiło mnie także to, że dotyk powoduje hormonalne zmiany w naszym organizmie. Na przykładzie niemowlaka: głaskanie, takie wieczorne nacieranie oliwką po kąpieli, powolne i kilkunastominutowe powoduje zmniejszenie poziomu hormonu stresu (już nie pamiętam o jakim była mowa, chyba był to kortyzol) a zwiększa poziom hormonów ułatwiających zasypianie (melatonina?) i budowanie więzi, zaufania, miłości (oksytocyna?) Nie jestem pewien nazw tych hormonów, zresztą od skomplikowanych nazw są specjaliści. Mi wystarczy, że dotyk powoduje zmiany biochemiczne w całym organizmie i pomaga w prawidłowym rozwoju emocjonalnym i fizycznym. Naukowiec przedstawiony w tym programie stwierdził, że u dzieci, które były dużo głaskane, przytulane, masowane w okresie niemowlęctwa już w wieku 18-20 miesięcy da się zauważyć, że są spokojniejsze, bardziej zrównoważone, mniej agresywne w stosunku do swoich rodziców i innych dzieci, przyjaźniej nastawione do otoczenia, niż dzieci, które były tego wieczornego głaskania pozbawione.

Wracam do RAD, o nim chciałem pisać. Terapia tego zaburzenia jest bardzo trudna, skomplikowana i tak naprawdę dopiero w powijakach. Są już niewielkie sukcesy na tym polu, ale dotyczą jedynie zmniejszenia objawów. Wyczytałem jednak o kilku rodzinach, którym udało się pokonać RAD.

Dlatego ważne jest, by dziecko, jak najkrócej przebywało w rodzinie patologicznej, a potem w domu dziecka. Chodzi o to, by jak najszybciej znalazło się w kochającej rodzinie, by RAD się nie rozwijał, bo jest bardzo destrukcyjny i dla dziecka, i dla jego nowej rodziny. I bardzo trudny do wyleczenia.

Na koniec jeszcze mała uwaga o słodyczach. Cukier sprawia, że organizm łatwiej produkuje adrenalinę. (Nie do końca zgłębiłem ten proces. Może chodzi o to, że podwyższone stężenie cukru we krwi organizm interpretuje jako stres i dostosowuje poziom adrenaliny do poziomu cukru lub może cukier łatwo się „przerabia” na adrenalinę?). Dziecko chore na FAS lub RAD podświadomie wie, że jego gorzej rozwinięty mózg potrzebuje silniejszej stymulacji, by działał prawidłowo. Adrenalina natomiast powoduje, że impulsy między komórkami nerwowymi w mózgu są szybciej przekazywane, czyli bodźce są silniejsze. To dlatego dzieci z RAD lub FAS potrafią w zaskakujących ilościach pochłaniać słodycze, by tym samym dzięki adrenalinie usprawnić pracę mózgu. Niestety „efekty uboczne” działania adrenaliny są trudne do zniesienia przez rodziców. Nadpobudliwość, agresja, zniecierpliwienie, rozdrażnienie...Zresztą co tu będę pisał, każdy dobrze wie, jak się czuje, gdy jest zdenerwowany. Adrenalina – hormon stresu – przygotowuje nas do walki, bądź ucieczki.

Zarówno FAS i RAD wymagają niestandardowego wychowania, metody te nie zawsze są zrozumiałe i akceptowane przez otoczenie. Rodzice adopcyjni borykający się z tymi problemami narażają się na wytykanie palcami. Niestety.

Komentarze użytkowników