Przysposobienie niepełne
Dziecko ma jak gdyby dwie rodziny. Ja jestem jego ojcem, moja żona jego matką (wtedy gdy adoptujemy oboje, bo może adoptować tylko jedno z małżonków, czyli w takim przypadku ja jestem jego ojcem, ale moja żona nie jest jego matką), jego dzieci będą naszymi wnukami, ale cała moja rodzina nie jest jego rodziną. Czyli np.: moja córka nie jest jego siostrą. Zawiązywane są więzy prawne tylko między adoptującym a adoptowanym. Dziecko adoptowane ma dalej swoją biologiczną rodzinę. W zasadzie to ja wchodzę w jego rodzinę zastępując jego biologicznych rodziców, a ono dalej ma swoich biologicznych wujków, ciocie, dziadków... Taki rodzaj adopcji jest stosowany głównie wobec dzieci starszych w sytuacji gdy dziecko darzy uczuciem zarówno rodziców biologicznych jak i adopcyjnych. Można ją zmienić w adopcję pełną, lub w szczególnych sytuacjach rozwiązać.
Przysposobienie pełne
Dziecko zostaje całkowicie wyłączone prawnie od swojej rodziny biologicznej i włączone w rodzinę adopcyjną. Tak jakby było moim rodzonym dzieckiem. Z pełnią praw i obowiązków. Moja rodzina ma obowiązki wobec adoptowanego dziecka a ono wobec członków mojej rodziny. Sporządza się nowe akty urodzenia i tu są dwie możliwości:
- Skrócony akt urodzenia – widnieją rodzice adopcyjni i zupełny akt urodzenia – widnieją rodzice biologiczni.
- Sporządza się nowy akt urodzenia i nawet na zupełnym akcie urodzenia widnieją rodzice adopcyjni jako jedyni rodzice dziecka. Stary akt urodzenia zostaje utajniony. Może zostać odtajniony jedynie na wniosek sądu przy rozprawie o rozwiązaniu adopcji lub gdy młody człowiek po uzyskaniu pełnoletności chce poznać swoich biologicznych rodziców sąd odtajni dokument.
Adopcja pełna jest w szczególnych sytuacjach rozwiązywalna.
Przysposobienie całkowite
Tak jak przysposobienie pełne, tylko że nierozerwalne, dotychczasowy akt urodzenia zostaje kasowany i nigdy nie podlega on ujawnieniu. Na nowym akcie urodzenia rodzice adopcyjni widnieją jako jego rodzice. Ten rodzaj adopcji jest stosowany głównie wobec niemowląt.
Rodziny zastępcze – tu prawo także przewiduje kilka rozwiązań:
- Rodziny zastępcze spokrewnione z dzieckiem
- Rodziny zastępcze niespokrewnione z dzieckiem
- Zawodowe niespokrewnione z dzieckiem rodziny zastępcze, a te dzielą się na:
- wielodzietne 3-6 dzieci jednocześnie
- specjalistyczne – dla dzieci niedostosowanych społecznie, z problemami zdrowotnymi, z różnymi dysfunkcjami. Nie więcej niż troje dzieci.
- o charakterze pogotowia rodzinnego – nie więcej niż troje dzieci, na krótki pobyt, do czasu unormowania sytuacji prawnej.
Rodziny zastępcze mają pewne ograniczenia w sprawowaniu władzy rodzicielskiej wobec swoich podopiecznych. Otrzymują zwrot kosztów utrzymania dziecka od Państwa, a ponieważ Państwo płaci to i kontroluje. Zawodowe rodziny zastępcze przechodzą specjalistyczne kursy i szkolenia.
Istnieje jeszcze jedna instytucja: rodzinny dom dziecka.
To taki mały dom dziecka prowadzony przez rodzinę. Przebywa tam 4-8 dzieci na takich samych zasadach, jak w domu dziecka. Założeniem rodzinnego domu dziecka jest stworzenie warunków, umożliwiających wychowywanie dzieci tak, jak w rodzinie wielodzietnej.
Jeszcze o jednej rzeczy trzeba wspomnieć: o adopcji ze wskazaniem.
W tej sytuacji biologiczna matka dziecka zrzeka się praw do dziecka na rzecz konkretnej rodziny (osoby). W zasadzie zainteresowane strony ustalają szczegóły jeszcze podczas ciąży, lub nawet przed ciążą (surogatka). Zaletą takiego rozwiązania jest to, że dziecko praktycznie nie przebywa w domu dziecka. Prawie zaraz po wyjściu ze szpitala (po 6 tygodniach - wcześniej sąd nie odbierze biologicznej matce praw do dziecka) trafia do adopcyjnej rodziny. Znając matkę możemy niejako „uczestniczyć” w ciąży, możemy zadbać o dziecko, dbając o matkę.
Raczej nie zdecydowałbym się na taki rodzaj adopcji. Wolę nie znać matki dziecka i wolę, by ona nie znała nas. Obawiam się, że mogłaby zmienić zdanie nawet po kilku latach i nachodzić nas, szantażować, próbować odzyskać dziecko. Choć z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć kobiety decydujące się na taki krok (bardzo młody wiek, ciężka sytuacja materialna, gwałt...).
No i mając takie informacje musiałem podjąć z żoną decyzję: adopcja czy rodzina zastępcza?
Zdecydowaliśmy się na adopcję, bo dużo bardziej przypomina rodzinę, a właśnie rodzinę chcemy stworzyć.
Rodzina zastępcza nam nie odpowiada, jest zbyt tymczasowa. Sąd w każdej chwili może podjąć decyzję, że moje dziecko wraca do rodziców biologicznych lub idzie do adopcji. Jest też taka możliwość, że rodzice biologiczni lub jedno z nich może widywać się ze swoim dzieckiem. W takiej sytuacji obawiałbym się, czy moje wysiłki wychowawcze nie pójdą na marne przez takie wizyty. Nie chcę przeżywać sytuacji, gdy w osiemnaste urodziny moje dziecko mówi: „wracam do domu.” I wraca na margines społeczeństwa. A nie czarujmy się: w większości właśnie z takich środowisk pochodzą dzieci do adopcji. W normalnej rodzinie, gdyby umarli rodzice, opiekę przejmują krewni, to naturalne. Dzieci do adopcji są odbierane rodzicom, bo ci nie wywiązują się z obowiązków, główną i najczęstszą tego przyczyną jest ich alkoholizm.
Mam wiele szacunku dla tych, którzy zdecydowali się na stworzenie rodziny zastępczej, ze świadomością, że dziecko jest u nich na jakiś czas, że czeka na nowy dom, nową rodzinę. Podziwiam ich starania, by jak najszybciej wydostać dziecko z domu dziecka czy pogotowia opiekuńczego i wziąć pod swój dach. By jak najszybciej stworzyć normalne warunki życia, uczyć życia... Ale ja nie potrafiłbym się potem rozstać...
Więc pomimo ryzyka (FAS, RAD, geny, choroby dziedziczne, ukształtowany już w jakiejś mierze charakter, historia i przeżycia dziecka których nie znam...) chcę adopcji, chcę rodziny, prawdziwej rodziny, a nie „zastępczego środowiska rodzinnego”, jak gdzieś usłyszałem czy przeczytałem. Prawdziwą, normalną rodzinę. Z troskami i radościami, najzwyklejszą ale najprawdziwszą rodzinę! Chcę, by wytworzyły się więzi, przywiązanie, miłość i by nie przerwała tego decyzja sądu. I nie traktuję tego jak wyzwanie, choć czy bycie rodzicem to nie wyzwanie? Na pewno to jedna z najbardziej niezwykłych przygód.
Każdy, kto myśli o adopcji, czy o stworzeniu rodziny zastępczej musi podjąć własną decyzję. Nie chcę przekonywać co lepsze, to czy tamto. Wiem, że w przedstawieniu i ocenie argumentów nie jestem obiektywny, ale wcale nie muszę być obiektywny, to moje zdanie i mogę je mieć.