A A A

Starałam się o dziecko

data dodania: 05.02.2011

Informacje
Autor: Ela_55
Data dodania: 05.02.2011

Tagi: macierzyństwo, adopcja, starania o dziecko

Miałam 25 lat i ogromnie starałam się o dziecko. Koleżanki mówiły mi, że jestem za młoda, że mam jeszcze czas. A ja zastanawiałam się, na co mam czekać?

Zobacz galerię

Dyskusje w grupach:
ostatnie wpisy w grupach

zobacz inne grupy...

Studia skończyłam, zaczęłam pracować, mieszkanie po babci dostałam, chłopaka znalazłam. Co z tego, że praca kiepsko płatna, mieszkanie malutkie i wymagało generalnego remontu. Pragnienie bycia mamą było we mnie wyjątkowo silne. To ja namawiałam mojego chłopaka na szybki ślub, żeby ja najszybciej zostać mamą.

Mój chłopak w końcu zgodził się, żebyśmy zaczęli nasze wspólne rodzinne życie. Od razu po ślubie, zabraliśmy się „do pracy”. Myślałam, że oszaleję. Za każdym razem, jak spóźniał mi się okres, leciałam do apteki, kupowałam test ciążowy i sprawdzałam, sprawdzałam, sprawdzałam. Po roku zaczęłam mieć depresję. Nie mogłam uwierzyć, że te wszystkie obliczenia dni płodnych, zmiana diety, to wszystko na nic. Dlaczego niektóre dziewczyny tak łatwo zachodzą w ciążę, a ja nie mogę?

Zdecydowałam się zasięgnąć porady lekarza, który po badaniach powiadomił mnie, ze jeśli o mnie chodzi, to nie ma problemu – jajniki w porządku, macica też, cytologia super, hormony ok, itd. Zastanawiałam się, co może być nie tak. Swoją złość przerzuciłam na męża. Stwierdziłam, że skoro ze mną wszystko w porządku, to problem na pewno tkwi w nim. Za każdym razem jak się kochaliśmy, myślałam: to na pewno Twoja wina. W końcu zaczęłam namawiać go na wizytę u specjalisty. Nie chciał się zgodzić. Uważał, że wszystko jest w porządku, a ja mam wyluzować. Byłam wściekła, ze nie chce się zgodzić. Ale bardzo go kochałam. Mój mąż zawsze był uparty. Teraz po latach myślę, że obrałam złą strategię. Powinnam inaczej go przekonać. Trudno mi wytłumaczyć, dlaczego przez tyle lat nie udało się nic z tym zrobić. To były inne czasy. Teraz jest inaczej – większy dostęp do lekarzy, in Vitro itd.

Jedno czego żałuję to to, żew tym całym zacietrzewieniu, nie brałam pod uwagę adopcji. Wydawało mi się, że tylko rodząc swoje własne dziecko i będąc biologiczną matką, będę w stanie kochać i wychowywać. Teraz wiem, że zachowywałam się trochę egoistycznie. Myślałam tylko o swoich potrzebach. Nigdy nie rozmawiałam z mężem o innych możliwościach. Od razu je odrzuciłam. Lata minęły. Mój mąż umarł po ciężkiej chorobie i jestem zupełnie sama. Mam rodzinę – siostrę, jej dzieci, ale to już nie to samo. Nie czuję się samotna, bo codziennie z kimś się spotykam. Moi rodzice żyją, jestem zżyta z siostrą. Ale czasem łapię się na tym, że ...brakuje mi uczucia, że ktoś mnie kocha, tak jak kocha mąż żonę, czy jak dzieci kochają rodziców.

Gdybym mogła cofnąć czas, na pewno zdecydowałabym się na adopcję. Nie mogę uwierzyć, że tego nie zrobiłam. To taki mój mały apel do wszystkich kobiet pragnących mieć dzieci.

„Zapytałam dziecko niosące świeczkę:- Skąd pochodzi to światło?Chłopczyk natychmiast ją zdmuchnął.- Powiedz mi, dokąd teraz odeszło - odparł. - Wtedy ja powiem ci, skąd pochodzi.” (Jonathan Carroll)

Nieważne, skąd dziecko pochodzi, ważne, że my je kochamy, a ono odwzajemnia naszą miłość.

Komentarze użytkowników