x Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Informacja o cookies

Przyjemnie jest chudnąć

data dodania: 03.10.2012

Informacje
Autor: Agnieszka Zimmermann
Data dodania: 03.10.2012

Tagi: Agnieszka Baran, dieta, odchudzanie, diety niełączenia, dieta dr Haya, dieta rozdzielna

- Chudnięcie jest jak powolne budzenie się z długiego (dość tłustego) snu, albo jak przemiana z poczwarki w motyla. Pamiętam radość z każdego zgubionego kilograma i świadomość, że moje ciało się zmienia – mówi Agnieszka Baran, która w ciągu kilku miesięcy straciła ponad 40 kilogramów.

Zobacz galerię

Dyskusje w grupach:
ostatnie wpisy w grupach

zobacz inne grupy...

Agnieszka Zimmermann: Spoglądam na Twoje zdjęcia sprzed kilku lat oraz na te z ostatnich kilku miesięcy, i muszę powiedzieć, że wyglądasz imponująco.
Agnieszka Baran: Dziękuję.

Ważyłaś…
…112 kilogramów przy wzroście 177 cm. Teraz moja waga waha się między 69 a 72 kilogramami.

Zawdzięczasz to rygorystycznej diecie?
Błagam – nie używajmy słowa „dieta”. Nie lubię go. Staram się go unikać tak często, jak tylko mogę.

Ale w mediach na proces odchudzania nie mówi się inaczej jak dieta.
Zgadza się. Niemal wszystkim kobietom kojarzy się ono z utratą wagi. Długo dochodziłam do wniosku, że dieta to tak naprawdę coś tymczasowego. Coś, co kojarzy się z olbrzymimi wyrzeczeniami, głodzeniem się i odchudzaniem na siłę. Nie dziwi mnie więc, że tak wiele kobiet zalicza po kilka prób odchudzania, które - koniec końców - spełzają na niczym. Propaguję, a właściwie staram się przekazać ludziom, że powinni zapomnieć o słowie „dieta”. Zastąpmy je wyrażeniem: „zmiana sposobu żywienia”. To coś, co zmienia się w głowie.

Kilka razy słyszałam już, że odchudzanie powinno się zacząć – mówiąc kolokwialnie – od głowy.
Dokładnie! Zmiana sposobu żywienia to proces, podczas którego odkrywamy rzeczy, których do tej pory nie jedliśmy. Nagle dochodzimy do wniosku, że nie potrzebujemy mieszanki przypraw z glutaminianem sodu, ponieważ zaczynamy używać tej przyrządzonej własnoręcznie. Zauważamy, że nie umrzemy z pragnienia, jeśli zamiast dwulitrowej butelki słodkiego, kalorycznego napoju wypijemy zwykłą wodę czy białą herbatę. Że nie trzeba zjeść pięciu olbrzymich ziemniaków i kotleta wielkości dłoni, żeby poczuć się najedzonym. Że w naszej lodówce jest zielono, niezależnie od pory roku. Dla mnie było to jak objawienie. Nauczyłam się na nowo smakować potrawy i czerpać radość z jedzenia. Dowiedziałam się, że istnieje estragon, patison, że świeża bazylia smakuje inaczej, niż suszona i że mielone są lepsze bez panierki niż z nią. No i przestałam jeść wieprzowinę oraz smarować kanapki margaryną – właściwie dobrze przyrządzonych kanapek wcale nie trzeba smarować.

Brzmi bajecznie.
Bo tak trochę jest. Wyszukiwanie nowych potraw i smakowanie ich sprawia mi ogromną frajdę.

Zaczęłyśmy opowiadać tę bajkę od końca. Wróćmy jednak do początku. Jak zaczęła się przygoda z odchudzaniem?
Prozaicznie. Zjadłam serek topiony z łososiem (śmiech).

Zapowiada się ciekawie.
Ten – nazwijmy to – przysmak wywołał u mnie długotrwałe i dość intensywne sensacje żołądkowe i wszystko, co się z tym wiąże. Brzmi niewiarygodnie, ale naprawdę tak było! Uznałam, że skoro i tak nie mogę patrzeć na jedzenie, powinnam wykorzystać tę sposobność. Ale to był impuls, bo w rzeczywistości gdzieś tam do drzwi mojej świadomości pukała powoli chęć schudnięcia i wyglądania jak normalna dziewczyna w moim wieku.

Jak wspominasz ten okres?
Wszystko zaczęło się na wiosnę, w marcu 2009 roku. Pamiętam dobrze ten czas, ponieważ zmagałam się wówczas z poprawkowym egzaminem z historii nowożytnej i byłam permanentnie zestresowana. Początki mojego odchudzania to okres totalnej euforii. Byłam wręcz podekscytowana faktem, że nagle staram się jeść zdrowo. Z niecierpliwością oczekiwałam na każdy kolejny posiłek, planowałam, jakie składniki wykorzystam i z czym je połączę.

To chyba pierwsza taka historia. Zazwyczaj słyszę: To był koszmar! Ciągle chodziłam głodna!
Widzisz? To jest to, o czym mówiłam. Dieta właśnie z tym się kobietom kojarzy. Głód, wyrzeczenia – stereotypowo to właśnie wpisane jest w odchudzanie się. Ja zmieniłam sposób żywienia. Odchudzanie się zaczęłam od diety niełączenia [dieta dr Haya, dieta rozdzielna – przyp. red.], polegającej na tym, że w jednym posiłku nie mogłam połączyć białek i węglowodanów, czyli na przykład mięsa i ziemniaków.

Ten duet króluje na polskich stołach. Ja nie potrafię sobie wyobrazić bez niego niedzielnego obiadu.
Początkowo myślałam podobnie. Wydawało mi się niepojęte, jak można zjeść tylko ziemniaki czy kaszę w towarzystwie warzyw, lub też warzywa z samym mięsem. Jadłam w ten sposób przez dwa tygodnie, ale później samodzielnie przeszłam na dietę 1000-1200 kcal. Była mi najbardziej znana. W końcu jednak postanowiłam wybrać się do dietetyka, który pochwalił mój nowy sposób odżywiania. Dostałam małą książeczkę z tabelami kalorycznymi, którą z czasem znałam na pamięć i zalecenie, bym w razie problemów przyszła ponownie. Problemów nie było, więc ta wizyta była pierwszą i ostatnią.

Długo czekałaś na efekty?
Samo odchudzanie trwało około dziecięciu miesięcy, tj. do przełomu grudnia i stycznia, choć prawdę mówiąc, z ostatnimi dwoma kilogramami zmagałam się do wiosny 2010 roku.

Nie myślałaś o zastosowaniu na przykład diety Dukana?
Moim zdaniem, to najgłupsza dieta świata. Nie dość, że jest potępiana przez lekarzy i niezdrowa, to jeszcze daje stosującym ją ludziom złudne wrażenie, że odżywiają się zdrowo i właściwie. Prawidłowo skomponowana dieta zawiera w sobie wszystkie niezbędne składniki, a nie koncentruje się wyłącznie na jednym. Proszę zauważyć – istnieją na świecie szczupli ludzie, którzy jedzą wszystko. Słodycze, mięso, fastfoody, makaron... Nie skupiają się na konkretnym składniku. Klucz do szczupłej sylwetki tkwi w umiarze. Jeśli ktoś obiecuje szybką utratę wagi tylko dzięki jedzeniu białka, równie dobrze mógłby polecić jedzenie samej sałaty, w końcu trudno nie schudnąć jedząc wyłącznie liście, prawda? Nie jest istotne, że dieta zawiera jakieś tam fazy. Jeśli na forum dotyczącym diety Dukana czytam, że w którejś tam fazie absolutnie nie wolno jeść cebuli, opadają mi ręce. Nie wolno, bo co? Bo świat się skończy? Bo po zjedzeniu jednej cebuli obudzę się pięć kilogramów grubsza? Nie boję się powiedzieć jednego – Dukan to dieta dla obrzydliwie leniwych ludzi, którzy oczekują podania im na tacy gotowego sposobu na schudnięcie. Tylko że niestety, gotowego sposobu nie ma. Zmiana sposobu żywienia nie jest trudna, ale wymaga pewnego wysiłku.  

Podjęłaś wysiłek. Było warto?
Oczywiście! Schudnięcie to najlepsza rzecz, jaką może dla siebie zrobić ktoś otyły. Jest jak powolne budzenie się z długiego (dość tłustego) snu, albo jak przemiana z poczwarki w motyla. Pamiętam radość z każdego zgubionego kilograma i świadomość, że moje ciało się zmienia. Nie przypominałam już wyrzuconego na brzeg wieloryba. To niewiarygodne, ale nigdy wcześniej nie wiedziałam, jak wyglądałabym bez drugiego podbródka! Nie wiedziałam, jaką miałabym figurę, gdybym nie była gruba. Nagle okazało się, że zakompleksiona, tłusta dziewczyna zmieniła się w kobietę o figurze klepsydry. Jednak mimo to, przez kilka miesięcy po schudnięciu były momenty, w których czułam się gruba.

Dlaczego? Skoro sama widziałaś zmiany, to i otaczający cię ludzie ją widzieli.
Przyzwyczaiłam się. Łapałam się na tym, że szukam pełnych dezaprobaty spojrzeń otaczających mnie ludzi. Minęło trochę czasu, nim uświadomiłam sobie, że to wszystko jest już za mną. Zaczęłam oddychać pełną piersią i przestałam marzyć o byciu niewidzialną. Wyprostowałam się – fizycznie i mentalnie. I choć stojąc przed lustrem wciąż widzę rzeczy, które mogłabym jeszcze poprawić, wiem, że w porównaniu z tym, czego już dokonałam, są to naprawdę małe zmiany.  

Agnieszka Baran prowadzi blog, na którym opisuje proces gubienia kilogramów, zamieszcza przepisy kulinarne i informacje dotyczące absurdalnych diet. Blog dostępny jest pod adresem: www.przyjemneodchudzanie.blogspot.com.


Rozmawiała: Agnieszka Zimmermann


 

Komentarze użytkowników

gatto
gatto , 03.10.2012, 23:59
Blog "Przyjemnie..." śledzę prawie od początku i muszę przyznać, że chłonę go jak gąbka! I nie tylko o styl pisania chodzi, ale o determinację autorki, sukcesy, niepoddawanie się najmniejszymi porażkami i wolę walki! I słowo klucz: "zdrowe żywienie", a nie "dieta". Gratulacje!
0 Odpowiedz
robak
robak , 03.10.2012, 23:01
Wow, tylko pozazdrościć takiej siły woli i brać przykład. W wielu przypadkach (a znam takie) do schudnięcia nawet kilkunastu kilogramów wystarczyło ograniczenie spożywanych ilości i stara jak świat rada "jedz mało a często".
0 Odpowiedz
dietetyczkaByd
dietetyczkaByd , 03.10.2012, 22:21
Świetny artykuł!!! Podziwiam mądrość, zdrowe spojrzenie na kwestię odchudzania pani Agnieszki. Jak widać umiar, nie nadużywanie słowa "dieta", urozmaicone posiłki, determinacja, zmiana sposobu myślenia są kluczem do sukcesu. W takim przypadku na pewno- przyjemnie jest chudnąć :-)))
0 Odpowiedz