Dream Jumping – skok na parter
Wyobraź sobie: stoisz na dachu wieżowca, pod tobą kilkanaście pięter, serce bije mocniej. Odważysz się na skok? To rzeczywiście propozycja dla amatorów mocnych wrażeń. Czym się zabezpieczamy? Po pierwsze, pomiędzy dwoma wieżowcami rozpięta jest lina. Dzięki niej na początku polecisz swobodnie, dopiero nad ziemią zmniejszysz prędkość. Skoczek oczywiście też jest należycie zabezpieczony. W czasie spadania może wykonywać różnorakie ewolucje: salta czy gwiazdy.
Gdzie skakać? Dream Jumping dopiero się rozwija, coraz więcej zarządców godzi się na takie skoki. Skoki organizują wykwalifikowane firmy. Cena: około 120 zł za skok.
Hydrospeed – wodna deska
Najnowsze ekstremalne odkrycie ostatnich lat. Istota hydrospeed, to spływanie nurtem rzeki. W co jesteśmy zaopatrzeni? W małą plastikową deskę, na której będziemy leżeć. Co w tym trudnego? Niemalże wszystko. Pierwsza trudność, to utrzymanie się na desce, gdyż nasze ciało spoczywa na niej tylko w niewielkim stopniu. Druga sprawa: siniaki. Nawet gruba pianka nie uchroni przez rzecznymi kamieniami, na które wpadniemy po drodze. Bez wątpienia taka przygoda da nam porządnego, adrenalinowego kopa.
Gdzie i za ile możemy spróbować? Spływy organizowane są między innymi na Dunajcu, cena to około 100 zł.
Parkour – do domu w podskokach
Chodzenie po chodniku? Nuda. Lepiej wykorzystać gzymsy, rampy i dachy, by efektownie dostać się do danego miejsca. Szybko, sprawnie, spektakularnie. Trzy razy „S” to istota parkour. Ta sztuka przemieszczania się przywędrowała do nas z Francji. Cieszy się coraz większą popularnością, ale niestety nie wśród służ mundurowych, które skakanie po gzymsach, dachach i innych powierzchniach uważają częstokroć za wandalizm.
Snowrafting – nim spłynie śnieg
Coś dla fanów zimowego szaleństwa, którzy chcą odpocząć od snowboardu. Saneczkarstwo w... pontonie! Zamieniamy znane i lubiane sanki na popularny sprzęt wodny. Nie wykorzystamy go jak zazwyczaj. Przy jego pomocy zjedziemy z oblodzonego, pokrytego śniegiem zbocza. I nie będzie to wcale łatwe. Sterowanie przynosi sporo problemów tym bardziej, że wpływ na nie ma każdy, kto siedzi w pontonie. Zostaniemy bowiem zaopatrzeni w... wiosła!
Tego typu zjazdy organizowane są w polskich górach i na Słowacji. Cena? Od 50 do 120 zł za osobę.
Zorbing – kulaj się!
Chcesz poczuć się jak astronauta w statku kosmicznym? Wsiądź do kuli sferycznej i... leć, kulaj się, staczaj i woduj. Wypróbuj zorbing. Ogromną kulę można wykorzystać w różnoraki sposób: na początku spokojne kulając się po płaskich powierzchniach, później, podnosząc adrenalinę i tocząc się ze stoków. Dla fanów spotów wodnych polecamy wtoczenie kuli na taflę wody. Świetna zabawa gwarantowana.
Koszt wynajmu całej kuli i wykwalifikowanego personelu na cały dzień to około 1500 zł.
Slacklining – spacer po taśmie
Popularna w Stanach Zjednoczonych aktywność u nas dopiero zdobywa wielbicieli. Polega ona na rozpięciu taśmy pomiędzy dwoma obiektami, np. słupami i wykonywaniu na niej ewolucji. Proste prawda? A co, jeśli zawiesisz taśmę pomiędzy dwoma wieżowcami? W zależności od zapotrzebowania na adrenalinę i naszych umiejętności, możemy wykonywać tricki tuż nad ziemią, albo i kilkanaście metrów nad nią. Stanie na rękach, na linie rozpiętej pomiędzy przepaścią? Bardzo proszę.
Ile to nas będzie kosztować? Stosunkowo niewiele. Podstawowy sprzęt kosztuje w granicach 200 zł.
B.A.S.E. Jumping – skoczne szaleństwo
Building, Antenna, Span, Earth. Skaczemy z różnych obiektów, na inne obiekty. W zasadzie używamy wszystkiego, co jest wystarczająco wysokie. Wieżowiec, most, urwisko, wodospad. Dla każdego, coś dobrego. Nie bez powodu B.A.S.E. Jumping uważany jest za jeden z najniebezpieczniejszych sportów ekstremalnych. Czy jesteśmy zabezpieczeni? Tak, mamy niezbędne mocowania i kask. W przypadku skoków z bardzo wysokich obiektów używamy spadochronu.