Ze sklepu nie zadzwonili. Zadzwoniłam i zgłosiłam swoje uwagi. Pani przyjęła do wiadomości i podziękowała. Hmm...podziękowanie zamiast przeprosin- niezłe. Niech im będzie. Kolejna paczka będzie z nielubianego bezglutenu, bo koniecznie chcę mieć wydaną przez nich książkę z przepisami bezglutenowymi.
Mój kochany pan doktor (doktor Piotr, dzięki któremu mam diagnozę i mnie uratował) ucieszył się na mój widok i zlecił wszelkie możliwe badania krwi.
Jestem już po, mam wyniki, nie ma się do czego przyczepić.
No, w zasadzie troszkę jest do czego. Cholesterol. Tragedii nie ma. HDL niższy o 2(coś tam) a LDL wyższy o 4. Niby już nie norma, ale trudno mówić o podwyższonym lub zaniżonym.
Przy takiej diecie lepiej nie będzie.
Po pierwsze:nie lubię surowych owoców i warzyw- uraz psychiczny po tym jak przez kilka lat źle się czułam po zjedzeniu surowizny.
Po drugie: gotowane mięso "kłuje mnie w ząbki".Jest nijakie i niesmaczne. A drób nafaszerowany hormonami. Inne mięso też, ale jakoś gotowanego mięsa nie znoszę.
Po trzecie: jem sporo produktów smażonych.
Po czwarte: jem słodycze.
I cholesterol powoli szlag trafia. Trudno. Na coś trzeba umrzeć.
Dziś Środa Popielcowa. Mój ulubiony kolega mówi w takich dniach, że mnie żaden post nie powinien obowiązywać, bo będę pościć do końca życia. No niby tak.